Media epatują nas opisem zbrodni, dokonanej z zimną krwią na dziesięcioletniej dziewczynce. Bulwersują nas wystąpieniem Rzecznika Praw Obywatelskich, który postanowił bronić „godności” mordercy, jakby taka kreatura miała w ogóle jakąś godność. Rzecznik ma oczywiście w „głębokim poważaniu” tego akurat zwyrodnialca. Chodzi tu o apel do wszystkich potencjalnych przestępców: „Wybierzcie mnie na prezydenta, a włos wam z głowy nie spadnie” – oto czytelny przekaz, o jaki tu chodzi.
Mówi się też o sprawności policji – i słusznie. Najmniej uwagi media poświęcają temu, co jest podstawą zbrodni, czyli motywom. Mniej dyskretni dziennikarze uchylili rąbka tajemnicy. Dwudziestodwuletni zbrodniarz poczuł się dotknięty odrzuceniem jego amorów przez matkę dziewczynki. Zemścił się, zabijając dziecko.
Zbrodnie istniały zawsze, ale sposoby i motywy ich popełniania zmieniały się w zależności od okoliczności. O nich też należy mówić. Nikt nie wspomina o ojcu dziecka. W czasach niedawno minionych obowiązywał model rodziny, w którym dziesięciolatka najczęściej mieszkała nie tylko z matką, ale i ojcem, a do jego obowiązków należała obrona rodziny. Nie twierdzę, że w tym konkretnym wypadku ojciec byłby odpowiedzialny za odprowadzanie dziecka ze szkoły. Po prostu byle kanalia nie miałaby tyle śmiałości wobec kobiety będącej w związku małżeńskim, co wobec samotnej matki. Wówczas wściekłość odrzuconego adoratora mogłaby skupić się raczej na rywalu, a mężczyzna z mężczyzną łatwiej by sobie poradził.
Archiwum kategorii: Aktualności
Waga urody 25/2019 (416)
Komu uroda jest potrzebna, a kto się bez niej może obyć? Z moich obserwacji wynika, że niezbędna jest politykowi, dziennikarce, a piosenkarce już niekoniecznie! Panuje powszechne przekonanie, że prezydenci tacy jak Kwaśniewski czy Trzaskowski zdobyli swe stanowiska głównie dzięki urodzie. Pomijam tu oczywiście fakt, jak doszło do wystawienia ich kandydatur. Ważne, że lud to kupił.
O wadze urody przekonałam się, gdy pozwoliłam sobie skrytykować ładną dziewczynkę, pełniącą obowiązki dziennikarki w sposób uniemożliwiający wypowiedzenie się komuś zaproszonemu do studia, kto miał coś ważnego do powiedzenia i czego w końcu nie udało mu się powiedzieć. Obrońcy „ładnej dziennikarki” w ogóle nie zauważyli zarzutu, jaki jej postawiłam. Wszyscy, bez wyjątku, podkreślali jej urodę.
Podczas pierwszej komunistycznej odwilży po 1956 roku tygodnik „Film” rzucił hasło: „Piękne dziewczęta na ekrany”, które zaowocowało nowymi talentami aktorskimi. To było jednak bardzo, bardzo dawno temu. Obecnie uroda bywa przydatna tu i ówdzie, ale na estradzie najwyraźniej jest zbędna. Nikt nawet nie próbuje się jej dopatrywać pod bardzo grubą warstwą puszystości niedających się ukryć. A może ja nie znam się na nowoczesnych kanonach piękna? Ignorancja w tym względzie byłaby nawet dla mnie pokrzepiająca. Mogłabym obnosić się z własnymi pulchnościami zamiast próbować je wstydliwie skrywać.
Osuszanie bagna 24/2019 (415)
Przez polskie miasta przetaczają się demonstracje dwóch nurtów. Pretensjonalnie teatralne parady zboczeńców, na przemian z marszami ludzi spragnionych utrzymania normalności. Nie można być jednocześnie Polakiem i lewakiem, bo to pojęcia wykluczające się wzajemnie. Lewactwo w ramach skłócania Polaków, których są nieprzejednanymi wrogami, stosuje zacieranie znaczeń słów i wprowadza relatywność oceny zachowań, żeby wszystko było względne, aby w razie potrzeby nietrudno było pochylić się z troską i zrozumieniem nad przestępcą, a ofiarę oskarżyć o sprowokowanie napastnika.
Myślę, że daje nam się we znaki ta rzeczywista, ale przeklęta polska tolerancja. Mam bowiem nadzieję, że to nie strach przed tym, co ludzie, czyli „ci prawdziwi Europejczycy”, powiedzą. Wiadomo, co powiedzą: że są notorycznie szykanowani przez reżim, który za mało im płaci za opluwanie wartości cennych dla Polski. „Wielka artystka” znowu się poskarży, że ktoś jej robi na głowę. Bo to przecież ona jest od tego, żeby Polakom na głowę – powiedzmy – wchodzić.
A może czas wreszcie zmienić reguły gry, przestać używać mecenatu państwa jak głupiej, dojnej krowy? Mecenas to ktoś, kto zna się na sztuce i nie daje sobie wciskać badziewia. Niechby teatry przedstawiały swoje plany, co i za ile chcą realizować, a mecenasi, którym projekt się podoba, niech wykładają pieniądze po realizacji przedstawienia. Czas na dobrą zmianę w tych zatęchłych bajorkach, którymi stały się teatry.
Wspólny ogródek 23/2019 (414)
Żeby zbudować most czy dom, najpierw trzeba sobie wyobrazić, jak ma on wyglądać i do jakich celów służyć. Później wystarczy zatrudnić fachowca, który będzie wiedział, jak to zrobić. Z uprawą ziemi niczego wyobrażać sobie nie trzeba, bo robi to za nas przyroda, wystarczy ją poznać i się z nią dogadać. Najtrudniej jest z polityką, bo jeśli nawet znamy pewne reguły gry, podobnie jak na wojnie, wynik bywa nieprzewidywalny.
Nowicjuszom zdawać się może, że wystarczy wytyczyć godne cele, a ludzie je podchwycą i zrealizują. To tak nie działa. Efekt może okazać się dokładnie odwrotny do założonego. Dzieje się tak, bo różne aktywne niemieckie owczarki i ruskie trolle znają swój fach. Wystarczy przypomnieć sobie, jak udało im się naszpikować „Solidarność” własnymi agentami i odwrócić bieg wydarzeń. Szlachetni ideowcy z reguły przegrywają z cwanymi draniami.
Warto uczyć się na błędach, żeby ich nie powtarzać. Brak niestety recepty, którą można by zastosować w dowolnej sytuacji. Każdy nowy ruch potrzebuje lidera. Ale żeby nim zostać, trzeba przekonać do siebie przyszłych wyznawców. Mówiąc coś mądrego, trafi się do niewielkiej garstki. Żeby zostać zauważonym, trzeba koniecznie wygłosić jakąś piramidalną bzdurę. Szkopuł polega na tym, że trudno zaufać człowiekowi niezrównoważonemu, a tylko takiego stać na kontrowersje i arogancję.
Dlatego korzystający z czynnego prawa wyborczego konserwatyści wolą sprawdzonych polityków, realizujących odwieczne zasady współżycia w społeczeństwie, pozostawiając „wiosenne nowalijki” amatorom zieleniny.
A jednak! 22/2019 (413)
Okazało się, że jednak jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej świadomym! Tusk przekonywał nas, żebyśmy nie robili polityki, bo i tak nic od nas nie zależy. Miał wówczas rację. Ale ta racja przegrała w konfrontacji z oczekiwaniami narodu. Po dojściu prawicy do władzy okazało się, że jednak potrafimy myśleć, zmobilizować się i utrzymać to, co udało się osiągnąć.
Dobrze jest uświadomić sobie, o co chodzi PiS-owi, a o co Anty-PiS-owi. Ekipa obecnie rządząca wykazała empatię wobec tych, którym z jakichś powodów nie powiodło się oraz podjęła próbę naprawy państwa i wyciągnięcia go z zapaści spowodowanej rządami PO/PSL. Taka naprawa wymaga czasu i taktyki wobec grabieżców wszelkiej maści, wrogów wewnętrznych i zewnętrznych.
Anty-PiS gardzi ludźmi, chce wyłącznie apanaży dla siebie, gotów jest sprzedać nawet własną matkę za psi pieniądz byle komu, wygaduje bzdury i obiecuje wszystkim wszystko. Tylko najmniej spostrzegawczy mogą dawać się nabierać kolejny raz na obietnice, których partie zgromadzone w Koalicji Europejskiej nigdy przecież nie zamierzają dotrzymać.
Dlatego porozumienie między prawicą działającą dla Polski a anty-prawicą działającą na szkodę Polski jest absolutnie niemożliwe. Mówią odrębnymi językami polskimi, mimo iż słowa, jakimi się posługują, brzmią tak samo.