Archiwum kategorii: Aktualności

Lapidarność 51/2019(442)

Nie ma takiej cnoty, z którą nie można by przesadzić. Czytelnicy często chwalą mnie za lapidarność, a skłonność do jej nadużywania spowodowała właśnie błąd, jakiego się dopuściłam w poprzednim felietonie. O problemie aborcji wspomniałam tak skrótowo, że zostałam opacznie zrozumiana.
Nie pochwalam przerywania ciąży, ale dla żarliwych obrońców życia poczętego to za mało. Nie chcą uznać, że czym innym jest moralność, a czym innym prawo, nawet jeśli na tej moralności oparte. Konfederatom nie wystarcza domagać się kary za aborcję. Taki postulat byłby nie dość medialny. Domagają się uznania zarodka ludzkiego za osobę. Retorycznie brzmi to ładnie, ale najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z konsekwencji prawnych, jakie z tego mogą wyniknąć. Przyjmując taki punkt widzenia, aborcję należałoby traktować jak zabójstwo z premedytacją i wymierzać najwyższy wymiar kary.
Wdałam się w polemikę z kandydatem na posła Konfederacji, który w kwestii kary tak się wypowiedział: „Zatem kara niewielka, ale na pewno jakaś. Zarówno matce dziecka, która usunęła ciążę, jak i wykonawcy aborcji – nie powinno się wymierzać takiej kary jak za zamordowanie drugiego człowieka na ulicy nożem czy z pistoletu, lecz wymierzać im karę mniejszą.”
Mniejszą!? Chyba odwrotnie! Zabicie człowieka nożem na ulicy można przypisać niepoczytalności sprawcy. Morderstwo w klinice zostało zaplanowane i popełnione niewątpliwie z premedytacją. No chyba że zaczniemy kary wymierzać, dzieląc ofiary na lepsze i gorsze, mniejsze i większe oraz karać sprawców w zależności od rozmiarów ofiary. Takie są konsekwencje przyjęcia założenia, że człowiekiem stajemy się z chwilą poczęcia, a narodziny to tylko etap w rozwoju.
Myślę, że płomiennym obrońcom z Konfederacji chodzi wyłącznie o uzyskanie gdzieś jakiejś, choćby niewielkiej, przewagi nad PiS-em. Sama mam wiele zastrzeżeń do partii obecnie rządzącej, ale przejęcie władzy przez Konfederację w połączeniu z jej rusofilią napawa mnie grozą.

Rozgrywka 50/2019 (441)

Stale rozgrywani jesteśmy przez naszych wrogów, jak dzieci. Już w starożytności zauważono, że najlepiej rządzi się ludźmi podzielonymi. W obozie wroga, czyli w Polsce, trzeba tworzyć zwalczające się frakcje i podgrzewać nieustannie atmosferę. Pretekst nieważny, byle chwytliwy. O sukcesie można mówić wtedy, kiedy są słowa, których przeciętny Polak woli na głos nie wypowiadać. Od początku sowieckiej okupacji jednym z takich słów było słowo „Żyd”. Po wypowiedzeniu tego magicznego wyrazu człowiek z automatu stawał się Żydem i antysemitą zarazem.
Obecna totalna opozycja zdaje się niczym innym nie zajmować, jak tylko wyszukiwaniem pretekstów do kłótni. Absurdy związane z gender są dobrym paliwem, chociaż wymagającym stałego podsycania „paradami równości”, które zaczynają być nudne, a w zimie trudno paradować z gołymi tyłkami.
Jest jeszcze jeden front. Na nim przeciwnicy okopali się głęboko i zioną nawzajem tak porażającą miłością, że utrzymanie się między zwalczającymi się stronami jest wykluczone. Publicyści, zwłaszcza ci sprytniejsi, mogą unikać tematu, ale każdy polityk przyparty do muru musi się opowiedzieć po którejś ze stron i wówczas narażony jest na lincz przeciwników albo zwolenników zaostrzenia prawa aborcyjnego. Tu nie ma zmiłuj. Obydwie strony prześcigają się w skrajnościach.
Czy w ogóle jest jakiś sposób na uniknięcie wyniszczających nas sporów? Nawoływanie do zgody, czyli jakiegoś kolejnego Frontu Jedności Narodu, nic nie da. Jaruzelski też namawiał do pojednania ofiar z oprawcami, wprowadzając dokładnie trzydzieści osiem lat temu stan wojenny.
A może by tak rozgrywki zostawić sportowcom i ich kibicom? Sami zajmijmy się na przykład kulturą. Co nam zostało z dawnych lat? Nikt nie pamięta, co powiedział jeden satrapa innemu satrapie ani nawet ludowi miast i WSI. Przywołujemy najczęściej słowa poetów, pisarzy. Czy coś zostanie po nas, Polakach, początku dwudziestego pierwszego wieku?

Prowokacja? 49/2019 (440)

W październiku miał wpłynąć do Kongresu Stanów Zjednoczonych raport o stanie przygotowań w Polsce, dotyczących zadośćuczynienia żydowskim żądaniom, zawartym w akcie 447 JUST. Nie wpłynął. Dlaczego? Można doszukiwać się różnych przyczyn. Najbardziej optymistyczna to taka, że żądania są niedorzeczne, zwłaszcza z prawnego punktu widzenia. Druga ewentualność to uprzejmość ze strony żydowskich uzurpatorów, polegająca na małym opóźnieniu, by nie zakłócać ciszy przed- i powyborczej do sejmu. Pozostaje też trzecia ewentualność. Opinia światowa nie została jeszcze odpowiednio urobiona.
Proces przyprawiania gęby Polakom stale trwa. Ogłoszenie, że Polska jest najbardziej antysemickim krajem świata wbrew oczywistym faktom, to za mało. Można też lansować tezę, że spośród miliarda antysemitów połowa mieszka w Polsce, ale to dla wyjątkowo łatwowiernych. Z punktu widzenia żydowskich uzurpatorów naszego majątku najlepiej byłoby wywołać jakieś incydenty, które można by później odpowiednio rozdmuchać. Jak sprowokować niewinnego człowieka do agresji? Może próbując upokorzyć go, pokazać mu, kto tu rządzi? Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia, kiedy to Gmina Żydowska nie dopuszczała do promocji książki Powrót do Jedwabnego.
A może to wcale nie o sprawę promocji chodziło? Jakieś podejrzane bojówki były przygotowane do rozróby pod Domem Dziennikarza. Nie udało się, ale w Internecie zawrzało i może właśnie to prowokatorzy chcieli osiągnąć. Napaleni internauci wyciągają przeróżne żydowskie grzechy i podgrzewają atmosferę. Nie wiem, na co Żydzi liczą. Musi być jakiś prawdziwy powód tej interwencji Gminy Żydowskiej. Jeśli to nie zwykła głupota, wynikająca z arogancji, to może jednak prowokacja?

Cenzura 48/2019 (439)

W ostatni poniedziałek mieliśmy wyjątkowe reality show. Na naszych oczach rozgrywał się spektakl pt. Kto tu rządzi? Zaczęło się całkiem niewinnie. Właściciel sali Dobre miejsce odwołał uzgodnione wcześniej spotkanie promocji książki trojga znakomitych autorów, zatytułowanej Powrót do Jedwabnego. Organizatorzy imprezy i autorzy książki nie poddali się. Znaleźli równie prestiżowe miejsce w Amikusie na Żoliborzu, żeby po godzinie czy dwóch dowiedzieć się, że i tam spotkanie odbyć się nie może. Ten sam scenariusz powtórzył się jeszcze dwukrotnie i za każdym razem wyglądał tak samo. Sala stawała się niedostępna po telefonie z Archidiecezji Warszawskiej, w której interweniowała Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie.
Nasuwa się pytanie – co takiego zawiera książka, której nie wolno nigdzie promować? Czyżbyśmy mieli jednak „demokratyczną” cenzurę? Pewne światło rzuca wypowiedź niejakiego Danielsa. Zapewniał on, że gdyby nawet czterdzieści milionów Polaków domagało się ekshumacji w Jedwabnem, to Żydzi na nią nie pozwolą. A więc chodzi o niedopuszczenie za wszelką cenę do ujawnienia prawdy o mordzie na Żydach, dokonanym przez Niemców, a przypisywanym Polakom!
Jakże ważne to musi być dla Żydów kłamstwo, skoro dopiero administracja Domu Dziennikarza na Foksal (brawo!) nie ugięła się przed pogróżkami i wieczór promocyjny się odbył.
A swoją drogą zastanawia taka wyjątkowa skwapliwość hierarchów (naszego?) Kościoła do ulegania naciskom gminy żydowskiej. Gdzie my żyjemy? Może czas na jakąś dobrą zmianę, w kulturze zwłaszcza?

Skąd się biorą?.. 47/2019 (438)

Dawniej przynosił je bocian, a kiedy dorastały, dowiadywały się, że z tym bocianem to ściema, podobnie jak ze Świętym Mikołajem. Obecnie, w ramach deprawacji, informacje o seksie wciska się już przedszkolakom, a Święty Mikołaj rzekomo towarzyszy nam przez całe życie.
Minister nauki i szkolnictwa wyższego solennie obiecał wspierać prace „naukowe” nad gender. Dotychczas odkryto bowiem zaledwie pięćdziesiąt kilka płci. Wiele jest jeszcze do odkrycia, a unijne granty nie powinny się przecież zmarnować.
Jeśli chodzi o Świętego Mikołaja to bardzo dużo jest do zrobienia i nie chodzi tu o zmianę nazwy na Dziadka Mroza, bo nie w nazewnictwie problem. Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: skąd się biorą pieniądze? Dla tych co na samej górze – biorą się z dopisywania zer na rachunkach bankowych. Dla większości z nas – z mozolnego trudu wypracowywania jakichś dóbr. Przebierańcy za Świętego Mikołaja czerpią zasoby z grabieży w imię dobra ludzkości.
Nowy minister skarbu już zapowiedział kierunek zmian. Najpierw zlikwiduje się gotówkę na rzecz kart płatniczych. Ach, jak to ułatwi życie! Można będzie nie dawać napiwków w restauracjach, prezydent Trzaskowski mógłby nawet zaoszczędzić te dwadzieścia groszy, które podarował biednej. Znikną żebracy, no chyba że będą mieli kasy fiskalne i terminale.
To tylko pierwszy etap. Przejście z rozliczeń w złotówkach na euro będzie prawie niezauważalne, powiększy nam się tylko debet. Mniej zaradni wyniosą się pod mosty.
Najważniejszy będzie trzeci etap, czyli spłacanie roszczeń żydowskich. Zaharowani, nawet nie zauważymy, że nie jesteśmy już posiadaczami czegokolwiek, a żyjemy tylko dzięki łasce tych, co nam żyć pozwalają.