Zręby tej nowej dworskiej etykiety sięgają zapewne czasów kiedy prezydent był jeszcze hrabią. Jak wieść gminna niesie, przestał używać tego tytułu na skutek zastrzeżenia natury prawnej. Otóż niektórzy prawnicy mieli wątpliwości czy rozbójnicze przejęcie majątku i nazwiska hrabiego upoważnia też do przejęcia tytułu, czy raczej nie… Do czasu rozstrzygnięcia tej wątpliwości, prezydent zawiesił tytułowanie go hrabią.
Nic jednak nie stało na przeszkodzie aby wprowadzić do pałacu nowoczesny, demokratyczny bon ton. Pamiętajmy drodzy rodacy, że gospodarz zawsze pierwszy wchodzi do jadalni i zabiera się do jedzenia, zanim inni połapią się co jest najsmaczniejsze. Jeśli zaproponuje kobiecie filiżankę herbaty, to tylko jeżeli coś jeszcze zostanie w dzbanku po napełnieniu własnej filiżanki. Nalewanie bowiem z pustego dzbanka nie uchodzi.
Savoir vivre a la Pałac Namiestnikowski obliguje nas do ciągłego uczenia się manier od głowy państwa. Gołym okiem widać, że jest to jedyna cecha, którą się ta głowa wyróżnia. Pamięć już kiepska, logiczne myślenie w zaniku, ale co za maniery! Nie czytuję francuskiej ani niemieckiej prasy, więc zapewne umknęło mi jak to przywódcy tych państw podziwiają naszego prezydenta.
Czekamy z utęsknieniem zarówno na biografię pierwszego obywatela, żebyśmy nie musieli polegać na domniemaniach, jak i ewentualnie na specjalny poradnik dobrych manier.
Archiwum kategorii: Aktualności
Człowiek ograniczony 1/2015 (184)
Za czasów kiedy nie znano pojęcia „poprawności politycznej” ani określenia „murzyńskość” i musiano posługiwać się zwyczajną przyzwoitością wobec bliźnich, określenie „człowiek ograniczony” znaczyło tyle co po prostu przygłup. Skąd się wzięło? A no pewnie, ze spostrzeżenia, iż ograniczoność bywa bardzo zróżnicowana i bierze się zarówno z predyspozycji wrodzonych, jak i cech nabytych.
Najłatwiej nabyć ograniczenia ulegając modzie. Najniebezpieczniejsza jest ta powołująca się na autorytety, zwłaszcza (pseudo) naukowe. Na przykład moda na „zdrowy” tryb życia może skutecznie odmózgowić jej fanatycznych wyznawców i zaszkodzić im. Strach przed cholesterolem skłania ludzi do żywienia się jedzeniem niepełnowartościowym, za które płacą jednak wielokrotność jego rzeczywistej wartości. W tym wypadku człowiek ograniczony minimalizuje swoją dietę, co zmniejsza jego zdolności intelektualne i błędne kółko się zamyka.
Naukę można wykorzystać bardzo skutecznie do zniewalania lemingów. Jak wykazują sondaże, nadal spora grupa Polaków skłonna jest popierać PO mimo nieznanej nigdy wcześniej jej autokompromitacji. Rozumiem tych wszystkich większych lub mniejszych hochsztaplerów, ale przecież nie może być ich aż tak wielu. Myślę, że większość stanowią lemingi, które zachowują się jak psy Pawłowa z wyuczonymi odruchami warunkowymi. Tak długo wciskano im strach przed PiS-em, że po tej skutecznej indoktrynacji nie są w stanie się go pozbyć. Wyleczenie przewlekłej choroby będzie trwało, a tymczasem nasza Polska niknie w oczach.
Musimy jednak konsekwentnie robić swoje. Wiem, że „psy Pawłowa” szczekają, ale karawana idzie dalej. Przyłącz się do karawany, nie do psów.
W trosce o głowę 52/2014 (183)
Czy ktoś spotkał się z przypadkiem, żeby zamiast świadka fatygować do sądu, to Wysoki Sąd fatygował się do świadka? W krajach mniej nawet demokratycznych od naszego, jeśli głowa państwa była sądzona, to i w przypadku obłożnej choroby była przywożona przed oblicze sądu. Jak więc trzeba być chorym, żeby to sąd się pofatygował do świadka? Niespotykane jest też, żeby świadek zeznawał na siedząco. Skąd się to wszystko wzięło? Wytłumaczenie jest tylko jedno – bardzo poważna choroba.
Za takim wytłumaczeniem przemawia też, a może nawet zwłaszcza, treść zeznań świadka. Niczego nie pamięta, nie kojarzy faktów, przeczy sobie w kolejnych wypowiedziach. W świetle tego należałoby spojrzeć na wcześniejsze symptomy choroby. Wszyscy pamiętamy sławetny chichot nad trumnami smoleńskimi. A jeśli nie był to przejaw pospolitego chamstwa, jak większość z nas sądziła, a właśnie objaw choroby?
Zdajemy sobie sprawę z zapaści resortu zdrowia, ale w tym wypad-ku, czyli w trosce o głowę państwa, powinniśmy wygospodarować pieniądze na bezpieczny lot do Moskwy, gdzie na pewno z takim przypadkiem sobie poradzą.
Życzę wszystkim udanego 2015 Roku i zdrowego prezydenta
Obywatele i niewolnicy 51/2014 (182)
Jakie są najbardziej oczywiste różnice między obywatelem a niewolnikiem? Obywatel jest świadomy swej przynależności do społeczeństwa i zgadza się płacić cenę za swój udział w kształtowaniu państwa przyjaznego wszystkim z wyjątkiem przestępców. Niewolnik poddaje się władzy bez osądzania jej. Kiedy dzieje się zło, niesprawiedliwość – obywatel protestuje, a niewolnik idzie na każde ustępstwo, jakiego się od niego zażąda.
Tak długo jak obywatele sprawują władzę nad niewolnikami, tak długo państwo może rozwijać się pomyślnie. Komunizm to odwrócił, a post-komunizm gorliwie utrwala. Wyzwolony niewolnik jest najokrutniejszym panem, bo odbija sobie „krzywdy”, zwłaszcza te wynikające z niedostatku własnego rozumu. Brak mądrości nadrabia chytrością.
Tak się składa, że Rosjanie nigdy w swej historii nie mieli swojego państwa obywatelskiego i nie są w stanie zrozumieć co to za władza, która nie zaznacza swojej siły pomiataniem słabszymi. Obecnie Polska jest na-sycona agenturą wpływów różnych wrogich nam państw, ale najgroźniej-sza jest post-radziecka nie tylko ze względu na liczebność, ale łatwość przenikania do ludzi ogłupionych nachalną propagandą.
Dobrze by było, żebyśmy nie czekali na umiłowanego wodza narodu, który nagle się pojawi i poprowadzi nas do zwycięstwa, a rozejrzeli się wokół siebie, zastanowili się kto jest obywatelem, a kto niewolnikiem. Przypuszczam, że w obecnym rządzie, mieniącym się polskim, znajdzie-my samych niewolników na usługach naszych wrogów.
Żeby nie kończyć pesymistycznie, apeluję do wszystkich, którzy czują się obywatelami. Nie dajmy się postponować niewolnikom-najemnikom. Razem odwojujemy naszą Polskę!
Pełzający totalitaryzm 50/2014 (181)
Po czym poznać władzę absolutną? A no, po tym, że władzą nie dzieli się z nikim i to w najmniejszym stopniu. Każda dziedzina życia musi być ściśle uregulowana, nieważne, że często prowadzi to do absurdu. Każdego członka państwa totalitarnego obowiązują procedury, które często wykluczają się wzajemnie. Ale to nawet lepiej z punktu widzenia władzy, bo daje możliwość ukarania, lub uniewinnienia każdego, niezależnie co by zrobił. Można np. złożyć protest w sprawie nierzetelnych wyborów, ale nie później niż dwa dni po ich zakończeniu. Głosy można natomiast liczyć tygodniami, a przecież to ich wynik jest podstawą złożenia protestu. Tak właśnie działa „wymierza(nie) sprawiedliwości”. Sędziowie nie boją się śmieszności, są do niej przyzwyczajeni i za nią (jak przypuszczam) specjalnie wynagradzani.
Sprostanie procedurom medycznym kosztuje niekiedy pacjenta życie, jak mogliśmy się przekonać. Zanim lekarze uzgodnili kto powinien dziecku udzielić pomocy, na pomoc było już za późno. Unia Europejska lubi zajmować się instruowaniem swoich podwładnych jak należy przewozić karmelki i do czego służy drabina. Przyznać trzeba, że w porównaniu ze Związkiem Radzieckim ma pod górkę, zwłaszcza ze względu na Internet, którego dawniej nie było i nie mącił poddanym w głowach.
Dzisiaj obchodzimy 33 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Czy są jakieś podobieństwa między tamtą sytuacją a dzisiejszą? Gołym okiem niby ich nie widać. Łączy je jednak identyczna postawa władzy wobec społeczeństwa. Wówczas kremlowscy namiestnicy wyraźnie pokazali jak mogą traktować opozycjonistów. Dzisiaj nie muszą wyprowadzać czołgów na ulicę. Właściwie nie ukrywają, że sfałszowali wybory i co z tego? Co nam zrobicie, zdają się mówić. Zdają się mówić. No właśnie, co możemy jeszcze w tej sytuacji zrobić? Może ktoś ma pomysł?