„Leniwe odebrać proszę” - tak brzmiało zawołanie w barach mlecznych PRL-u. Teraz tłuste kluski Tuska należą się jego leniom, niezależnie od tego w jakich lożach zasiadają, żeby nie powiedzieć: leżą. Perspektywa utraty leniwych pierogów przez leni jawi im się jako zamach stanu na dobra, które im się należą z racji przynależności do grona wielbicieli.
Prawdziwy zamach stanu wisi w powietrzu (a może trwa?) od chwili powstania koalicji 13 grudnia. Data została wybrana starannie. Od tamtego momentu prawo przestało obowiązywać. Wystarczy takie „prawo” jak Tusk je rozumie, a popiera jego mafijna klika.
A jak na pierwszy rzut oka odróżnić tuskofila od tuskofoba? Po skojarzeniach. Przykładowo: jednym rower kojarzy się z jazdą, innym z kolizją, a jeszcze innym z dwoma pedałami.
Podobnie jest z Tuskiem. Jednym kojarzy się on z permanentnym kłamstwem, a innym z dozgonną przyjaźnią radziecko-niemiecką, o którą nieustannie trzeba zabiegać. Taki rower z dwoma pedałami? Raczej wrzód na „de” do usunięcia jak najprędzej.