Dzieli nas pamięć 20/2019 (411)

W kwietniu obchodziliśmy, jak zwykle hucznie, kolejną rocznicę powstania w getcie warszawskim. Wiele lat zamilczania prawdy o powstaniu warszawskim przez żydokomunę i zastępowania go tym epizodem z getta miało zaowocować powszechną niepamięcią o heroicznym zrywie Polaków przeciw trwającej okupacji niemieckiej i przyszłej, wieloletniej, sowieckiej. Po utworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego sytuacja trochę się zmieniła, ale tylko lokalnie na naszym polskim podwórku. Świat nadal w tej sprawie wie tylko to, co Żydzi chcą, żeby wiedział. To oni serwują informacje. Szkoda, że nadal nie doceniamy siły żydowskich mediów i techniki zamilczania.
Miesiąc temu znani i mniej znani dawali się obfotografowywać z żonkilami pod propagandowym hasłem Łączy nas pamięć. A tymczasem to owa pamięć nas dzieli. Przemysł Holokaustu właśnie próbuje spieniężyć wierutne kłamstwo na temat drugiej wojny światowej, zamieniając role ofiar z oprawcami.
Rozbój i rabunek w biały dzień ma się niebawem dokonać na naszych oczach. W ubiegłą sobotę byłam na masowej demonstracji (zdjęcie poniżej) przeciwko ustawie 447 just. Fakt, że prawo uchwalone przez Kongres Amerykański nijak się ma do prawa obowiązującego w całym cywilizowanym świecie, w tym w USA, wcale nie chroni nas przed grabieżą. W felietonie zatytułowanym Adekwatna odpowiedź proponowałam, żeby Amerykanie ustanowili u siebie prawo umożliwiające przejmowanie majątku bez-spadkowego przez organizacje narodowościowe tych narodów, których członkiem był spadkodawca. A może Pułaski albo Kościuszko zostawili majątek, który znacznie przewyższyłby roszczenia żydowskie? Warto się nad tym zastanowić.
Ostatnie wydarzenia rozwiewają jednak wątpliwości. Nad czym tu się zastanawiać, skoro w wyniku fizycznej napaści Żyda na polskiego ambasadora w Izraelu, Sejm w panice odwołał procedowanie ustawy „Anty 447”.

Postulat 19/2019 (410)

Byłam na spotkaniu obywatelskim, gdzie ludzie zatroskani o los Polski wyrażali swoje poglądy na temat naprawy państwa. Jeden z uczestników gorąco optował za wprowadzeniem w Polsce systemu prezydenckiego, dającego władzę głowie państwa niemalże nieograniczoną. Kandydat ubiegający się o taki urząd powinien spełniać tylko dwa warunki. Ma być mądry i uczciwy. Na moje oko ten postulat spełnia pewnie ze dwadzieścia milionów obywateli naszego kraju. Kto bowiem nie uważa się za mądrego? Z uczciwością też każdy kandydat poradziłby sobie, bo o drobnych przekrętach mało kto wie, a duże zawsze można przypisać jakimś wrogom albo chociaż niesprzyjającym okolicznościom.
Jak zatem z tej ciżby wyłonić przyszłego dyktatora? Głosując tak długo, aż kontrkandydaci mniej mądrzy i mniej uczciwi poodpadają. Fajne, nie? Już sam pomysł, żeby wyselekcjonować najmądrzejszego spośród… no powiedzmy przeciętniaków, jest godny podziwu. Trochę przypomina to sytuację, w której zamiast zwoływać konsylium lekarze pytaliby przechodniów, czy operować pacjenta, czy nie. Kierowanie samochodem wymaga potwierdzonych kwalifikacji, kierowanie państwem – nie.
Po uświadomieniu sobie, jakim trudem jest wyłonienie głowy państwa w demokratyczny sposób, aż dziw bierze, że może się zdarzyć przypadek w miarę trafnego wyboru. A tak przy okazji, to tylko za jednego prezydenta – Lecha Kaczyńskiego, nie musiałam się wstydzić.

Adekwatna odpowiedź 18/2019 (409)

Do czego zobowiązuje Ustawa 447? Administracja amerykańska ma zadbać o to, by mienie bez-spadkowe, pozostawione w Europie przez zmarłych bezpotomnie Żydów, zostało przekazane organizacji żydowskiej, walczącej z antysemityzmem na całym świecie. Problem w tym, że trzeba w krajach, z których mają pochodzić pieniądze, zmienić prawo. Nie ma bowiem żadnego cywilizowanego kraju, gdzie majątek po obywatelu zmarłym bezpotomnie i bez testamentu wskazującego spadkobiercę nie przechodziłby na rzecz skarbu państwa.
Jak zatem tego dokonać? Jeśli Kongres Amerykański zna rozwiązanie, to i my z niego skorzystajmy. Załóżmy Fundację Zwalczającą Antypolonizm, zasilaną środkami pochodzącymi po zmarłych bezpotomnie Polakach na całym świecie, a w USA szczególnie. Przy czym warto zauważyć, że nie chodzi tu o przynależność państwową, a narodową. Zamordowani przez Niemców Żydzi na terenie Polski podczas jej okupacji byli obywatelami polskimi. A zatem obywatele amerykańscy polskiego pochodzenia są tą właśnie grupą, po której, majątek mógłby przechodzić na rzecz Fundacji Zwalczającej Antypolonizm.

Tramwaj zwany… 17/2019 (408)

Jeśli zdaje się Wam, że tytuł sugeruje nawiązanie do znanej sztuki teatralnej, to źle się Wam zdaje. Sztuka umarła i na razie nie ma co liczyć na jej wskrzeszenie. Tramwaj natomiast jeszcze się trzyma, zwłaszcza że niekoniecznie musi być żwawy, jak ten sławetny „tramwaj równości”.
À propos „równości”, to miałam kłopot ze zrozumieniem, na czym ona polega. Wobec prawa, teoretycznie przynajmniej, wszyscy jesteśmy równi. Gdyby chodziło o wzrost, wówczas należałoby może skracać tych zbyt wybujałych, na przykład o głowę? W sukurs przyszła mi literatura, a konkretnie Orwell. Zrozumiałam, o jaką „równość” chodzi. Twórcy wiosennych tęczowych równości inspirowali się zapewne Farmą zwierząt. Uznali, że co prawda wszyscy są równi, ale zboczeńcy równiejsi!
Ciekawe, czyja śliczna główka to wymyśliła? Bo chyba nie samych prezydentów Słupska czy Warszawy. Ten ostatni robi, co może, żeby dogodzić osobnikom szczególnej troski, czyli dewiantom, wszelkiej maści, odwracając w ten sposób uwagę od spraw przyziemnych, nie wspominając już o podziemnych, takich jak wiecznie nieruchome schody, prowadzące ze stacji metra na Dworcu Gdańskim. Zdawało się, że gorzej niż za HGW być nie może, okazało się, że jednak może. Mamy ślicznego prezydenta i ta jego śliczność powinna nam najwyraźniej wystarczyć. Nikt rozsądny nie spodziewał się przecież, że będzie spełniał jakieś przedwyborcze obietnice, bo i po co? No, może jednak z małym wyjątkiem. Ścieżki rowerowe mają priorytet przed wszelkimi innymi szlakami komunikacyjnymi. Ciekawe, czy zawdzięczamy to skojarzeniu rowerów z pedałami!?
Po zawłaszczeniu wiosny przez zboczeńców na majówkę wypada pedałować indywidualnie, bez oglądania się na miejską komunikację. A może w ramach ocieplania stosunków z Niemcami i w zamian za dogodność korzystania z berlińskiego lotniska, zamiast Okęcia, wprowadzić supernowoczesne tramwaje, nawiązujące do historii? Mogłyby mieć eleganckie, solidne szyldy z napisem: „Nur für Deutsche und LGBT” (Tylko dla Niemców i zboczeńców).

Normalność 16/2019 (407)

Tusk tak się przejął swoimi niemieckimi korzeniami, że doszedł do wniosku, iż polskość, to nienormalność. Konsekwentnie działał na rzecz przywracania „normalności” w naszym biednym kraju, poprzez uzależnianie go od Niemiec na każdym dostępnym polu, zwłaszcza gospodarczym i medialnym. Oddał Niemcom, co tylko mógł, za wątpliwe zaszczyty i niewątpliwe apanaże dla siebie. Ale czy niemieckość, to aby na pewno normalność? Czy naród, który wywołał dwie wojny światowe ma powody do dumy? A może właśnie leczy swoje kompleksy, wykorzystując i upokarzając kogo się da?
Merkel nie przejęła się swoimi polskimi korzeniami i skłonna jest zrobić wszystko, żeby Polskę wcielić do Rzeszy, w czym wierny piesek gorliwie jej pomagał. Niemieckie marzenie o zmuszaniu innych do pracy niewolniczej próbowała zrealizować zapraszając hordę dzikusów, którzy okazali się nieprzydatni do roli, jaką im przeznaczyła.
Jak zatem mają się do siebie te dwie normalności, czy nienormalności? Czy „Bóg, Honor, Ojczyzna” to nienormalność, a niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz w Oświęcimiu z cynicznym napisem na bramie: „Arbeit macht frei”, to normalność?
Churchill podobno był się wyraził o Polakach jako o „wspaniałym narodzie, najdzielniejszym pośród dzielnych, prowadzonym przez najpodlejszych spośród podłych”. Warto może mieć to na uwadze.

Modlitwa 15/2019 (406)

Przed nami Wielki Tydzień – czas na niewesołe refleksje i to nie tylko dotyczące wydarzeń z bardzo dalekiej przeszłości, czy tej bliższej sprzed dziewięciu lat, ale również obawa o najbliższą przyszłość. Stale bowiem przestrzeń do życia dzielić musimy z folksdojczami wszelkiej maści, którzy Polsce życzą jak najgorzej.
Co, prócz modlitwy, można zrobić w śmiertelnie trudnej sytuacji? Kopacz doradzała zamknąć się w domu i czekać, zapewne aż wróg go podpali, albo rzucać kamieniami w dinozaury. Ale czy zmiana premiera z głupiego na mądrego wystarczy? Co powinien zrobić mądry i uczciwy przywódca państwa, które jest szantażowane?
Wyobraźmy sobie, teoretycznie oczywiście, że USA uzależnia swoje wsparcie militarne nas od bezprawnej realizacji grabieży polskiego mienia przez Przedsiębiorstwo Holokaust, na mocy ustawy 447 Just. Można honorowo powiedzieć: „nie to nie, sami sobie poradzimy”. Putin z Merkel tylko na to czekają. Kolejny rozbiór Polski mamy zapewniony.
Czy chcielibyście być na miejscu premiera? Bo ja nie. Nie wydaje mi się również, żeby „zamilczanie” sprawy mogło przynieść dobre rezultaty. Im mniej ludzi zna warunki szantażu, tym większe on ma szanse na powodzenie. Dlatego krzyczmy na cały świat mądrze i przed szkodą tak donośnie, żeby ten cały świat w porę nas usłyszał, zrozumiał i poparł.
A może ktoś ma lepszy pomysł?

Instruktarz postępu

Teatrzyk Zielony Śledź
ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.
Instruktarz postępu

Występują: Instruktor i szefowie jednostek terytorialnych

Instruktor: Zebraliśmy się tu po to, żeby zastanowić się wspólnie nad problemami, jakie macie we wprowadzaniu karty LGBT w waszych miejscowościach, oraz podzielić się osiągnięciami.
Burmistrz dzielnicy Lemingrad: U nas nie mamy żadnych problemów.
Instruktor: Jasne. Ale są jeszcze miejsca na mapie tego kraju, gdzie postęp nie dotarł, co martwi naszego dobroczyńcę ludzkości.
Burmistrz miasta P.: My nie mamy z tym problemu. Każdy, kto znajdzie się na karcie ma prawo do darmowego piwa dziennie.
Instruktor: A kto za to płaci?
Burmistrz miasta P.: Pokrywamy z funduszu dróg publicznych.
Instruktor: Słusznie. Dziura w moście niech poczeka, a nasz dobroczyńca może stracić cierpliwość i cofnąć subwencje.
Prezydent miasta N.: My ten problem rozwiązaliśmy inaczej. Każdy, posiadacz karty ma prawo do darmowej porady lekarskiej.
Instruktor: A bez karty nie ma?
Prezydent miasta N.: Ma, ale w takiej kolejce, że prędzej umrze, niż zobaczy lekarza.
Prezydent miasta K.: U nas rolę „latarników” w szkołach powierzyliśmy dilerom i wszyscy są zadowoleni.
Instruktor: Wywiązują się z zadania?
Prezydent miasta K.: Pewnie, zbiorowa masturbacja jest przyjemniejsza od uciekania przed policją, a i utargi mają większe.
Sołtys wsi D.: Tak słucham i nie rozumiem w czym problem. Wystarczy przecież dodać jedną małą literkę w środku i wszyscy wiedzą o co chodzi.
Instruktor: Jaką literkę?
Sołtys wsi D.: „i”. Będzie wówczas karta: Lizusów, Gównozjadów i Baranów Totalnych. Kto się oprze, żeby nie należeć do tak ekskluzywnego klubu!?

KURTYNA

Kpina z rozsądku 14/2019 (405)

Postępowcy próbują utopić sens własnych wypowiedzi w morzu słów. Ale gdy jeden z eurodeputowanych podchwycił ten ton i usiłował przywitać zgromadzonych, wymieniając 58 płci, uznano to, nie wiedzieć czemu, za kpinę. Rodzimi obrońcy uciśnionych zboczeńców, żeby samemu nie utonąć w powodzi słów, wprowadzili skrót LGBT. Nie wykluczone, że nie wszyscy kojarzą, o co chodzi, a chodzi właśnie o to, żeby nie do końca kojarzyli. W morzu ignorancji lewacy czują się jak ryby w wodzie. Dobrze, że ten skrót zawiera tylko 4, a nie 58 liter, pomija jednak całą długą listę pozostałych sodomitów.
Słowo „zboczeniec” „światłym Europejczykom” źle się kojarzy, ale wszelkie wulgaryzmy kojarzą im się pozytywnie i nie wyobrażają sobie, że mogliby się bez nich obejść w dyspucie politycznej, co pokazały nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele”.
Jak się rozmnażają zboczeńcy? To proste – przez indoktrynację. Od czasu do czasu puszczają balon próbny, sprawdzając, na ile i do czego mogą się posunąć. Rabiej zrobił to ostatnio i zapewne cieszy się z umiarkowanego oburzenia. Takie spektakularne akcje to jednak mały pryszcz przy serialach telewizyjnych, takich jak np. „Barwy szczęścia”. Tu indoktrynacja płynie pełną parą i żadna zmiana opcji rządzącej jej nie szkodzi. Od lat pokazywani są w kółko dwaj dzielni pederaści, którzy są oczywiście samą słodyczą w porównaniu z pozostałymi bohaterami serialu. I o to chodzi, żeby przekonać i przyzwyczajać nas, że jest odwrotnie, niż nam się zdawało, że zboczenie to norma i stan pożądany.

Kabarety 13/2019 (404)

Jeden z Czytelników zwrócił mi uwagę na dość oczywisty fakt, że INTERNETOWY KABARET cieszy się poczytnością wśród osób o podobnych poglądach. Nie czytają go natomiast ci, o których w nim mowa. Na to nic się nie poradzi. Żyjemy równolegle w dwóch różnych światach. My respektujemy prawa naturalne, oni próbują je tworzyć od nowa, najczęściej z opłakanie śmiesznymi skutkami, których nie umieją przewidzieć. Śmieszność niejedno ma imię.
Kabaret jest najczęściej znakomitą formą odreagowania na stres, wywołany przełomem politycznym. Tak było po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sto lat temu. Później powojenny kacapski zamordyzm na długo wykluczył śmiech z przestrzeni publicznej. Ale po około trzyletniej żałobie po śmierci Stalina terror zelżał wreszcie i raczkująca w PRL telewizja pokazała jako jeden z pierwszych programów KABARET STARSZYCH PANÓW. Pełnił on rolę wentyla bezpieczeństwa dla „inteligencji pracującej”, pamiętającej jeszcze czasy przedwojenne i po cichu do nich wzdychającej.
Ten kabaret oglądali wszyscy, którzy mieli dostęp do telewizji, nie wyłączając tych nic „niekumatych”. Konkurencji bowiem nie było. Gdyby wówczas istniała presja „oglądalności”, to powstałyby zapewne kabarety podobne dzisiejszym, czyli traktujące wyłącznie o „wdziękach Maryni” i budzące zawsze nerwowy chichocik widowni, tak cenny dla reklamodawców.
Prawdziwa kultura, przez niektórych nazywana wysoką, może stać się masową, pod warunkiem, że będzie szczodrze dofinansowana. Może tak się stać, kiedy rząd przestanie bać się uzurpatorów, którzy zawłaszczyli wszystkie polskie teatry.

Lista zboczeńców 12/2019 (403)

Wincenty Rostowski zagroził ujawnieniem, kto w PiS jest gejem. Czyżby tak przejął się losem tych ludzi „specjalnej troski”, którzy znaleźli się w niewłaściwej, jego zdaniem, partii? A może chodzi tu o coś całkiem innego, na przykład o „piniędze, których po prostu nie ma i nie będzie”? Póki partia rządząca zajmować się musi „wdziękami Maryni”, i nie tylko jej, to nie ma czasu poszukać pieniędzy, które wyparowały z kasy do nieznanych kieszeni. Mało tego, gdyby znalazł się odważny prokurator, to były minister oskarży go o zemstę polityczną. Wyświechtana to, ale stale skuteczna gierka.
A swoją drogą, z ujawnieniem listy gejów, czyli wesołków (dosłowne tłumaczenie z angielskiego), powinien się pośpieszyć, bo karta LGBT wyłowi wszystkich, a upublicznienie nazwisk to tylko kwestia czasu. Zjednoczony Związek Zboczeńców może jednak walczyć o szczególne przywileje, a wśród nich o tajemnicę przynależności. A gdyby tak pokusił się o duże pieniądze, to powinien wystąpić o jakieś mienie bez-spadkowe. W tym wypadku brak spadkobierców byłby bardziej uzasadniony niż roszczenia żydowskie.
Ciekawe, na ile w tej całej hecy chodzi o rzeczywistą deprawację dzieci w imię postkomunistycznej genderowskiej ideologii, a na ile o praktyczną przykrywkę, pozwalającą na wyłudzenie cichcem majątku poprzez ustawę 447? Bowiem wrzawa w każdej innej sprawie dobrze maskuje ewentualną realizację bezprawnych roszczeń.