Kup sobie więzienie 32/2013 (111)

     W ramach totalnej wyprzedaży majątku narodowego można już sobie zafundować nawet więzienie i to po bardzo przystępnej cenie, trochę powyżej miliona złotych. Jeszcze nie tak dawno mieliśmy niedobór miejsc w więzieniach, a tu proszę, społeczeństwo tak nam sporządniało, że więzienia przestają być potrzebne!  Co robić z takim przybytkiem? Właściciel sugeruje, żeby dorzucić jeszcze milion i zrobić z niego luksusowy hotel. Nie wyjaśnia jednak po co ktoś miałby do takiego hotelu przyjeżdżać i kto albo co mogłoby go tam czekać.

     W poprzednim felietonie pytałam Państwa, co mi grozi za niepłacenie przez 5 lat abonamentu telewizyjnego, do którego to bojkotu zachęcał Donald Tusk. W świetle wyprzedaży więzień, pobyt w odosobnieniu raczej mi nie grozi, już bardziej bezdomność, jeśli za sprawą komornika nie stać mnie będzie na czynsz.

     Pozdrawiam do następnej soboty.  

Dynastie

 

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Dynastie

 

Występują salonowcy: Monika i Władysław

 

Monika A ty co za jeden? Pod profesora się podszywasz?

Władysław – Dlaczego? 

Monika No przecież, o tym imieniu i nazwisku mamy tylko jednego Profesora, ale ty coś za młodo wyglądasz.

Władysław – To mój ojciec. Ma fioła na własnym punkcie, nawet nie był w stanie dać mi innego imienia niż powtórzyć własne, ale niech to zostanie między nami.

Monika Siur. Ale jak już tak szczerze gadamy, to powiedz jakim sposobem udało mu się wydostać z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu? Przecież Niemcy nie byli głupi. Żyd mógł wyjść tylko przez komin, albo…

Władysław Dobrze mówisz. Ojcu nigdy sprytu nie brakowało.

Monika Akowcy to naiwniacy, że go tak zaraz przyjęli.

Władysław Nie tak zaraz. Próbowali sprawdzać, ale nie mieli szans. Oficer prowadzący ojca mógł sobie pozwolić na lepsze rozeznanie, niż oni.

Monika A później poszedł na współpracę z naszymi, ale nie oficjalnie, jak rozumiem?

Władysław – Może rozumiesz, a może nie. Ta część życiorysu Profesora pozostaje nadal niejawna. No, dobra, a tobie co Polska Ludowa dała?

Monika Co mi dała, tego mi III RP nie odbierze.

Władysław – Bystra jesteś. Skąd to znasz?

Monika Z opowieści rodzinnych, oczywiście. Dziadek lubi powspominać. Jak się ma do niego jakąś pretensję, to odpowiada: a co ustrój się nie podoba?

Władysław – A dziadkowi ustrój się podobał?

Monika No masz! Przecież sam go budował, tymi ręcami.

Władysław – Czyli jak?

Monika – Co jak? Na pewno nie kielnią, tylko pepeszą!

Władysław – Nie boisz się, że ta pełzająca lustracja może nam zaszkodzić?

Monika – E tam. W 1956-tym i w 1980-tym trochę sobie pokrzyczeli, a potem wszystko wróciło do normy. Teraz też tak będzie. Tak uważa dziadek, a on wie co mówi.

 

KURTYNA

Prawo kaduka

     Nie można zasłaniać się nieznajomością prawa i jest to najchytrzejszy przepis prawny jaki znam. Wystarczyło tak rozbudować kodeksy, żeby najpotężniejszy umysł prawniczy nie był w stanie poznać wszystkiego. Dlatego, chociaż nieznajomością prawa w sądzie tłumaczyć się nie mogę, to w niniejszym tekście muszę. Według prawa jesteśmy ponoć wszyscy równi, ale okazuje się, że banki są równiejsze.

    Jeżeli ktoś winien mi jest pieniądze, to żeby komornik mógł mu je odebrać, muszę mieć prawomocny wyrok sadowy. Ale gdy ja jestem winna bankowi pieniądze, wystarczy, że zgłosi to komornikowi. Gdyby nawet żądania banku były choćby sporne czy wręcz nieuzasadnione, to i tak najpierw zostanę pozbawiona pieniędzy, a potem mogę dochodzić sprawiedliwości w sądzie.

    Ale czy na pewno tylko banki mają takie uprawnienia? Swego czasu premier Tusk nawoływał do niepłacenia abonamentu telewizyjnego. Posłuchałam go, biorąc jeszcze pod uwagę argumenty (zawarte w załączniku). Teraz Poczta Polska S.A. żąda ode mnie zapłaty za 5 lat z odsetkami powołując się na ustawę z 17. VI. 1966 r. Czy mają prawo „poczęstować” się pieniędzmi z mojego konta? Tego jeszcze nie wiem. Może ktoś z Państwa wie, co mi grozi?

    

Kancelaria mecenasa G.

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Kancelaria mecenasa G.

 

Występują: Mecenas G., Klient.

 

Mecenas G. – Zrobimy tak. Pozwolimy mu wnieść oskarżenie poparte dokumentami…

Klient Ale te dokumenty mnie pogrążą!

Mecenas G. – To bez znaczenia. Będziemy się domagali, żeby jego adwokat złożył absolutnie wszystkie dowody pana malwersacji.

Klient I co wtedy?

Mecenas G. – Wtedy ja je przejrzę i jeżeli będą rzeczywiście obciążające, to po prostu zaginą w niewyjaśnionych okolicznościach.

Klient A jak on zachowa kopie?

Mecenas G. – Prawo jest tak sprytnie pomyślane, że sąd może przyjąć jako dowód tylko oryginały, a te są oczywiście niepowtarzalne, jak sama nazwa wskazuje.

Klient – Zaczynam rozumieć, skąd te nagminne zagubienia akt. Ile to kosztuje?

Mecenas G. – Nie licząc mojego honorarium, to 20% od sumy jaką pan przywłaszczył.

Klient – Nic pan nie opuści?

Mecenas G. – Do tego jeszcze dojdą koszty  operacyjne, ale czyż wolność nie jest bezcenna?

 

KURTYNA

Tolerować czy podziwiać? 30/2013 (109)

     Było kiedyś takie prześmiewcze powiedzonko: Wszystkiemu winni są Żydzi, masoni i cykliści. Zestawienie tych grup ze sobą miało ośmieszyć teorię spiskową. Nikt oczywiście nie jest winien „wszystkiemu”, ale może w powiedzonku tkwi jednak jakieś ziarno prawdy? Pierwszą grupą nie zajmę się ze strachu przed pomówieniem o antysemityzm, na temat masonów wiem niewiele, ale za to cykliści dają mi się we znaki bardziej niż komary, bo nie ma na nich żadnych środków zapobiegawczych. Jako kierowca uzbroiłam się w cierpliwość, jeżdżę wolniutko i jeszcze żadnego rowerzysty na tamten świat nie wyprawiłam. Gorzej jest na chodniku, gdzie muszę przemykać chyłkiem, żeby nie zostać potrąconą.

     Gdyby ludzie wybierali rower ze względów ekonomicznych, byłabym bardziej wyrozumiała. Ale tu, na moje oko, chodzi głównie o szantaż „prawami mniejszości” uprawiany przez irytującą podgrupę „szpanerów”. Taka „mniejszość” najpierw domaga się równości, chociaż wcale nie o nią jej chodzi. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i żadne ścieżki rowerowe niczego nie załatwią. To tak, jakby chwastom wydzielić specjalne grządki z nadzieją, że nie rozplenią się w rabatce pelargonii. „Mniejszość” nie chce równości, chce podziwu! Czyż „parady równości” nie są tego najlepszym dowodem?

      

Szczera rozmowa

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Szczera rozmowa   

 

Występują: pracownicy pionu propagandy Wańka i Fritz

 

Fritz – Słuchaj Wania, a może byśmy tak szczerze porozmawiali?

Wańka Zależy o czym.

Fritz – Obaj wiemy, że Grasow tak naprawdę nie jest naszym szefem.

Wańka Fakt, pomagamy mu tylko.

Fritz – Właśnie. Nie opowiedziałbyś mi jak to faktycznie z tym Tupolewem było?

Wańka A co? W Berlinie tego nie wiedzą?

Fritz – Może i wiedzą, ale ze mną nikt tą wiedzą się nie podzieli.

Wańka A co byś chciał wiedzieć?

Fritz – Jak wyglądały przygotowania do tego tak zwanego wypadku? Wronuś najwyraźniej wiedział o wszystkim znacznie wcześniej.

Wańka Nie o wszystkim. Kogoś takiego jak Wronisław Komuchowski nie informuje się szczegółowo, bo zawsze jest obawa, że coś chlapnie.

Fritz – No i chlapnął, a później nie krył radości z tego co się stało, ale on tu najmniej ważny. Do układanki nie pasuje mi coś innego.

Wańka A mianowicie?

Fritz – Wiadomo było, że samolot musi rozbić się w Smoleńsku, tak?

Wańka Załóżmy.    

Fritz – I dlatego nie czekały żadne limuzyny na delegację?        

Wańka Powiedzmy.  

Fritz – Nie uważasz, że to przesada?

Wańka A kto by się tym przejmował!

Fritz – No chyba, że to prowokacja szyta grubymi nićmi, bo nie chodziło chyba o ewentualne uszkodzenie sprzętu.

Wańka Za kogo ty nas masz? Nie musimy oszczędzać, zwłaszcza na nie swoim.

Fritz – No, właśnie. Jak to interpretować? Jako prowokację typu: „i co nam zrobicie”?

Wańka Jeśli już koniecznie chcesz wiedzieć, to odesłanie samolotu z limuzynami  z lotniska Siewiernyj nie było prowokacją, a miało uwiarygodnić błąd pilotów samolotu z delegacją prezydencką.

Fritz – Że niby wieża nie zezwalała na lądowanie? 

Wańka Dokładnie. Później okazało się, że wszystko idzie jak po maśle. Każdą bzdurę łącznie z pancerną brzozą dało się wcisnąć.

 

KURTYNA

 

P.S. Drodzy Aktorzy nie dajcie się prosić, przyłączcie się do Teatrzyku. Jakoś trudno mi uwierzyć, że wszyscy bez wyjątku otrzymujecie tak fantastyczne propozycje, że moja przy nich „wymiękka”.

 

Sztuka walki

     Na czym polega przewaga rządzących nad rządzonymi? Odpowiedź wcale nie jest tak łatwa, jak wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Prócz powodów, które każdy z nas wymieni z łatwością, są jeszcze te mniej oczywiste. Orężem władzy bywa wprowadzanie destrukcji w szeregach opozycji, zwłaszcza tej słabiej zorganizowanej, nie powiązanej żadnymi finansami. Tam  gdzie w grę wchodzą pieniądze, ludzie bywają ostrożniejsi. Spiskowanie przeciw szefowi, może skończyć się wyrzuceniem z pracy. Ale tam gdzie chodzi tylko o ambicje, dywersant zaślepiony przez własne ego z łatwością podetnie gałąź, na której siedzi. W tym wypadku świetnie się sprawdza podjudzanie jednych przeciw innym. To, między innymi, tłumaczy takie uporczywe lansowanie i wzmaganie emocji. Człowiek kierujący się rozumem jest mniej podatny na manipulację, niż rozemocjonowany fanatyk.

     Dlatego jeśli chcemy coś pożytecznego robić dla Kraju nie dajmy się prowokować. Osobiście mam w nosie co jedna pani powiedziała o innej pani, albo o mnie, co nie oznacza jednak żeby dawać kolejną szansę tym, którzy już udowodnili swoją złą wolę. Zadawanie się z „mętnym nurtem” żadnemu uczciwemu człowiekowi na dobre wyjść nie może.

     Pozdrawiam do następnej soboty i przypominam o spotkaniu w kawiarnio-księgarni TARABUK w Warszawie przy ul. Browarnnej 6 (bliżej Lipowej) już w najbliższą środę 24 lipca o godz. 18.  

Platforma Nieposłuszeństwa Obywatelskiego

 

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Platforma Nieposłuszeństwa Obywatelskiego

 

Występują: Optymistka i Pesymista.    

 

Optymistka – Jak to dobrze mieć takiego zdolnego ministra finansów.

Pesymista Gratuluję ironii.

Optymistka – Ale ja całkiem poważnie. Okazuje się, że jednak budżet państwa znów jest bezpieczny, prorozwojowy, antycykliczny i dobrze skonstruowany.

Pesymista Oraz niedoszacowany na 24 miliardy złotych już po pół roku. Rzeczywiście, Sztukmistrz z Londynu popisał się znowu.

Optymistka – Te miliardy zabierze się z armii i takich tam niepotrzebnych resortów. Po co komu armia w dobie pokoju?

Pesymista A szpitale zdrowemu, albo szkoły mądremu?

Optymistka – Oj, ty znowu swoje. Porozmawiajmy lepiej o czymś neutralnym.

Pesymista A są takie tematy?

Optymistka – Pewnie, chociażby sprawa księdza Lemańskiego.

Pesymista To jest taka sprawa?

Optymistka – No jak to? Nie mów, że nie słyszałeś. Jego spór z przełożonym jest sławny na całą Polskę.

Pesymista Właśnie. Spory podwładnych z przełożonymi toczą się każdego dnia od Bałtyku po Tatry i normalnie nikt prócz zainteresowanych o nich nic nie wie. No chyba, że są przykrywką. Kiedy mnie szef wyrzucał, bo musiał zatrudnić na moje miejsce pociotka ministra, to nikogo to nie interesowało.

Optymistka – Trudno ci dogodzić. Może ucieszył cię fakt, że wreszcie udało się naprawić ten nieszczęsny pas startowy na modlińskim lotnisku?

Pesymista Owszem, ucieszyłby mnie, gdybym miał odpowiednie układy i pieniądze na wykupienie lotniska.

Optymistka – A po co byłoby ci puste lotnisko, z którego nikt nie chce latać?

Pesymista Właśnie po to zostało doprowadzone do takiego stanu, żeby można je było sprzedać za psi pieniądz.

Optymistka – Znowu te twoje teorie spiskowe! Ale przyznasz, że Tusk ma rację doradzając powstrzymanie się od głosowania w referendum na prezydenta Warszawy?

Pesymista Odkąd doradził, żeby nie płacić abonamentu telewizyjnego, wpoił mi nieposłuszeństwo obywatelskie.

 

KURTYNA

Spotkajmy się

     Dawno temu, kiedy zaczynałam swoją twórczość literacką i właśnie wydałam pierwszy tomik opowiadań, jeden z recenzentów miał mi za złe, że tak stale zaskakuję i zaskakuję czytelników. Najwyraźniej mam to we krwi, bo i tym razem spróbuję Państwa zaskoczyć. Zamiast porcji uszczypliwości, dzisiaj całkiem inna propozycja. Spotkajmy się oko w oko i porozmawiajmy jak Polak z Polakiem.

     Konkretnie proponuję spotkanie w kawiarnio-księgarni TARABUK w Warszawie przy ul. Browarna 6 (bliżej Lipowej) w środę 24 lipca o godz. 18. Do nabycia będzie nie tylko najnowsza moja książka zatytułowana „Domniemanie bezkarności”, ale i parę innych – wszystkie w promocyjnych cenach. Mam też w zanadrzu pewną niespodziankę, ale o tym na miejscu.

Będę zobowiązana za potwierdzenie przyjęcia zaproszenia.

mtodd@mtodd.pl

Smok wawelski

 

 

Teatrzyk Zielony Śledź

ma zaszczyt przedstawić sztukę pt.

Smok wawelski     

 

Występują: pracownicy pionu propagandy Wańka i Fritz

 

Fritz – Udało się!

Wańka Co mianowicie?

Fritz – Smok połknął barana nadzianego siarką!

Wańka A konkretnie?

Fritz – Zrobiliśmy taką oto zbitkę. Dało się zdjęcia okrągłostołowców z podpisem, że oni oszukali naród.

Wańka Przecież to woda na ich młyn!

Fritz – Właśnie, to ta przynęta w postaci barana.

Wańka A co jest siarką?

Fritz – Paru z najaktywniejszych naszych przeciwników na zdjęciach obok z podpisem, że teraz to oni oszukują.

Wańka Rzeczywiście, atakowanie ich wprost nie dawało rezultatów. Myślisz, że lud to kupi?

Fritz – Powinni wziąć się za łby.

Wańka I co nam to daje?

Fritz – Jak to co? Przede wszystkim zwątpienie. Szaraczki nie wiedzą komu mają wierzyć.

Wańka Gras sugerował, żeby coś o świetlanej postaci pierwszego obywatela, bo mu słupki spadają.

Fritz – E tam, zaraz spadają. Po czorta pytać ludzi czy go lubią? Każdy przecież wie, że bycie idiotą to żaden wstyd, a poza tym nie rzuca się w oczy.

Wańka Myślisz, że Gras ten twój pomysł pochwali?

Fritz Powinien, przecież to klasyczna leninowska zasada posługiwania się użytecznymi idiotami!

 

KURTYNA