Masz jak w banku

Powiedzonko „masz jak w banku” wzięło się z zaufania do tej instytucji. Nikt by bowiem pieniędzy nie powierzał komuś niegodnemu zaufania, zwłaszcza, że rządy państw były gwarantem rzetelności. Czy coś się zmieniło?

Zasadniczo wszystko. Dawniej układ był przejrzysty. Każdy rozumiał, że lokata musiała być trochę niżej oprocentowana od kredytu, żeby bank zarabiał na tej różnicy. Ale chciwość bankierów rosła w miarę jedzenia. Wymyślono więc nową zasadę, żeby bank zyskał, niezależnie od tego kto i ile straci.

Bankier nie musi się już przejmować, że kredytobiorca jest niewypłacalny. Jego dług sprzedaje jako inwestycję komuś innemu pobierając sowitą prowizję od obydwu kontrahentów i niech oni się martwią. Obecnie, to właśnie masz jak w banku.

Ktoś może się zdziwi, dlaczego dopiero teraz na to bankierzy wpadli. Wpadli zapewne wcześniej, ale póki prawo nie dopuszczało takiej spekulacji, byli bezsilne. Najpierw więc należało skorumpować rządy i parlamenty, żeby do tego dopuściły.

Oto uproszczona odpowiedź – skąd się wziął kryzys.

Zapach róż

Zapach róż
Ciekawe z czym młodemu pokoleniu kojarzy się zapach róż. Może z dezodoran-tem, albo świeżo umytą toaletą? Nie z kwiatami, bo te przecież nie pachną.
Kwiaciarze mają na ten temat dwie teorie. Jedna głosi, że są osoby, którym zapach kwiatów szkodził i producenci dostosowali się do ich żądań. Ta teoria tylko z pozoru jest absurdalna, jeśli weźmie się pod uwagę inny przykład. Wszystkie kina w Polsce, a podejrzewam, że i w Europie, są dla osób niedosłyszących. Dlaczego by więc kwiaty nie miały być wyłącznie dla uczulonych.
Druga teoria głosi, że kwiaty pozbawione zapach dłużej utrzymują świeżość, dlate-go taki wybór producentów. Stąd już krok do kwiatów sztucznych, które w ogóle się nie starzeją. Szkopuł jednak polega na ich nadmiernej trwałości, a zatem znikomym popycie.
Proponuję ignorować pazerność hodowców kwiatów i zamiast bukietów kupować książki! (Zwłaszcza moje).
Była (dyplomowana) ogrodniczka

O ZAMIANIE RÓL

WYWIAD Z PANEM X

wywiad z panem X

Meg: Powiadają, że za darmo piszą tylko grafomani.
Pan X: Odłożyłbym takie stwierdzenie do lamusa.
Meg: Dlaczego?
Pan X: Zna pani takie powiedzenie: wszyscy mówią i nikt nie słucha?
Meg: Stara prawda.
Pan X: A czy wie pani kto dokonał tego wiekopomnego odkrycia?
Meg: Jakiś polityk? Dziennikarz?
Pan X: Autor jednej z pierwszych książek o alkoholizmie jako przejawie artyzmu.
Meg: Zacytowane przez pana stwierdzenie nie jest pozbawione sensu.
Pan X: Więcej, nabiera ekspansji. W dobie internetu wszyscy piszą i nikt nie czyta. Wszyscy próbują coś sprzedać i nikt niczego nie chce kupić.
Meg: A jak to się ma do poglądu, że za darmo piszą tylko grafomani?
Pan X: Nadchodzi era, kiedy to czytelnikowi trzeba będzie zapłacić, żeby zechciał coś przeczytać.

O KONCERCIE CHARYTATYWNYM

WYWIAD Z PANEM X
wywiad z panem X
Meg: Słyszał pan o konkursie na najbardziej spektakularną działalność charytatywną?
Pan X: Nawet wziąłem w nim udział.
Meg: Pan?
Pan X: Dlaczego to panią dziwi?
Meg: No, jakby to powiedzieć…
Pan X: Ma mnie pani za cynika?
Meg: Raczej za człowieka szalenie sceptycznego.
Pan X: Mój pomysł jest nie do pobicia. Zorganizuję największą imprezę kulturalną niepełnosprawnych, jaką kiedykolwiek udało się zrobić.
Meg: Ma pan namyśli dla niepełnosprawnych?
Pan X: Przeciwnie. Wszyscy artyści rekrutować się będą z osób niepełnosprawnych.
Meg: To już było.
Pan X: Wystąpi wielka orkiestra składająca się z samych niepełnosprawnych, wystawa malarzy niepełnosprawnych i recytacja wierszy osób upośledzonych.
Meg: Niezwykłość ma polegać na rozmachu, liczebności uczestników?
Pan X: Nie tylko. Do orkiestry będą przyjmowani tylko głuchoniemi, obrazy mogą malować wyłącznie niewidomi. Jedynie recital poetycki może być mało oryginalny.
Meg: A to dlaczego?
Pan X: Bo wezmą w nim udział niesprawni umysłowo.

O TELEWIZJI

WYWIAD Z PANEM X

wywiad z panem X
Pan X: Marzy mi się telewizja niepoprawna politycznie i nieczuła na cierpienie.
Meg: Czy ja się nie przesłyszałam? Jeszcze więcej przemocy?
Pan X: Akurat przeciwnie. Obecnie wszystkie kanały zdają się prześcigać kto wyemituje program głupszy, okrutniejszy, obrzydliwszy.
Meg: A co ma z tym wspólnego poprawność polityczna?
Pan X: To ona właśnie każe zrównywać mądrość z głupotę, artyzm z obskurantyzmem, relatywizuje uczucia.
Meg: No właśnie, co z tym postulatem nieczułości na cierpienie?
Pan X: Chodzi mi o nie przytępianie naszej wrażliwości ciągłym epatowaniem cierpieniem. Chciałbym wreszcie oglądać świat piękny, usłyszeć co mądrzy ludzie nowego wymyślili. Nie interesuje mnie kto kogo zarąbał siekierą i jak to zrobił. Tym niech się zajmuje policja, nie telewizja.

O STOWARZYSZENIACH

O STOWARZYSZENIACH

wywiad z panem X

Meg: Co sądzi pan o powołaniu stowarzyszenia pożytku publicznego na rzecz…
Pan X: Odradzam.
Meg: Nie pyta pan nawet jakie stowarzyszenie?
Pan X: Charytatywnych jest całe multum, inne nie wchodzą w grę.
Meg: Dlaczego?
Pan X: Bo nie jest w stanie zjednoczyć nas żaden pozytywny cel dla dobra ogółu.
Meg: No wie pan!
Pan X: Wiem. Jesteśmy narodem walecznym i najlepiej wychodzi nam walka o niepodległość. Po zwycięstwie z wrogiem zewnętrznym już nic nas nie powstrzyma, żeby wykańczać się nawzajem.
Meg: Czyli wróg naszym przyjacielem? Przyzna pan jednak, że są ugrupowania, którym udaje się zewrzeć szeregi.
Pan X: Fakt. Zwłaszcza porozumienia o charakterze mafijnym mają się u nas dobrze. Natomiast otwartość pozytywnych celów traktujemy z podejrzliwością.

O NASZEJ PIASKOWNICY

O NASZEJ PIASKOWNICY

wywiad z panem X

Meg: Czy zna pan wyniki sondażu przeprowadzonego przez Instytut Książki w Krakowie.
Pan X: Nie. Domyślam że pani mi powie.
Meg: Zapytano dorosłych, zdawało by się, Polaków o ulubione lektury.
Pan X: Niech zgadnę: Trylogia Sienkiewicza…
Meg: Może pan zgadywać, ale to strata czasu. Pierwsze miejsce zajęły „Dzieci z Bullerbyn”, drugie „Ania z Zielonego Wzgórza”, trzecie „Mały Książę”, czwarte „Mistrz i Małgorzata” i piąte „Harry Porter”.
Pan X: Nie znalazł się żaden z rodzimych autorów?
Meg: Mało tego, tylko jedna książka nie jest przeznaczona dla dzieci.
Pan X: No, to nareszcie wszystko stało się jasne!
Meg: Co mianowicie?
Pan X: Jesteśmy narodem dzieci, a dzieci wszyscy powinni kochać, dogadzać im i dbać o rozwój, który w tym wypadku nam nie grozi, bo nigdy nie dorastamy. Jak się komuś w naszej piaskownicy nie podoba, to niech wyjeżdża do tych innych dorosłych krajów i tam zarabia, a nam może co najwyżej przysyłać foremki do lepienia babek z piasku. Jeżeli tych foremek będzie wystarczająca ilość, to się nie będziemy nawzajem łopatkami po głowach okładać i będzie super.

O WZGLĘDNOŚCI PRAWA

WYWIAD Z PANEM X

wywiad z panem X
Meg: Prawo mamy podobno jedno z lepszych w Europie.
Pan X: Pani mnie znowu prowokuje. Taka opinia obowiązywała za czasów komuny.
Meg: Słyszałam ją całkiem niedawno.
Pan X: Przez uprzejmość nie zapytam czy wygłaszał ją przedstawiciel prężnego klubu lewicy.
Meg: Przejdźmy do konkretów.
Pan X: Bardzo proszę. Jak pani pewnie wiadomo, obowiązuje u nas zakaz używania wulgarnych wyrazów w miejscach publicznych.
Meg: Podobnie jak na przykład negliżu. Ale tych zasad przestrzega kto chce, a nie wielu chce.
Pan X: Właśnie. Są one bowiem obwarowane przepisem, że jeśli to komuś przeszkadza.
Meg: Jak głośna muzyka późną nocą?
Pan X: Tak. Czyli stróż prawa nie może ukarać mandatem osobę naruszającą te normy, jeśli nie znajdzie kogoś kto chciałby złożyć zażalenie.
Meg: Gdyby to rozszerzyć, to policjant widząc, że jakieś osiłki kopią leżącego człowieka też nie powinien interweniować, bo może ten leżący lubi być kopany.
Pan X: Jeśli pani myśli, że powiedziała w tym momencie żart, to jest pani w głębokim błędzie.
Meg: Co ma pan na myśli?
Pan X: Wyrok Sądu Najwyższego Rosji, na której prawie wzorowaliśmy się przez wiele lat. Otóż ten sąd uznał, że o prawo do odszkodowanie za mord na polskich oficerach w Katyniu mogli by wystąpić tylko ci pomordowani, gdyby żyli oczywiście.
Meg: Powiało makabrycznym humorem. Zakończmy więc naszą rozmowę jakimś optymistycznym akcentem.
Pan X: Na przykład o mandacie za nieprawidłowe przechodzenie jezdni?
Meg: Chociażby. Kiedyś taki zapłaciłam, chociaż w zasięgu wzroku nie było żadnego pojazdu mechanicznego.
Pan X: Ale stróż prawa czuwał!

O MIXIE

Wywiad z panem X

wywiad z panem X

Meg:Prawdziwych kryminałów już nie ma.
Pan X: Są za to mixy.
Meg: Co za mixy? Takie masło-margaryny?
Pan X: Tak, chociaż pewnie o innej genezie. Producenci margaryny tak się zagalopowali w reklamie, że wmówili ją ludziom bez reszty. Teraz wielu z nas wierzy nie tylko, że produkt prosto z fabryki jest bardziej ekologiczny od tego od krowy, ale jeszcze zdrowszy. Rozmarzeni maślanym smakiem margaryny w pogardzie mają to co naturalne od wieków.
Meg: Pan też się rozmarzył, a mieliśmy rozmawiać o kryminałach.
Pan X: Właśnie. Z kryminałami jest podobnie. Od dawna były sprawdzoną rozrywka, dobrze się sprzedawały, dlaczego by więc czegoś nie domieszać? I domieszano. Amatorzy pornografii mogą być usatysfakcjonowani.
Meg: Horroru i niedorzeczności również.
Pan X: Właśnie. Dawniej kryminał musiał odznaczać się żelazną logiką. Dzisiaj raczej opisem wszelkich obrzydliwości.
Meg: Nie mogło zostać po staremu?
Pan X: Widocznie nie mogło. W wyborze jedzenia ma pani asortyment: masło, margaryna, albo masmiks. W literaturze współczesnej już tylko mix.

Poprawność polityczna

TEATRZYK ZIELONY ŚLEDŹ
Ma zaszczyt przedstawić sztukę Margaret Todd p. t.:
„POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA”

Osoby: NARRATOR, BABA, REŻYSER.
NARRATOR – Szanowni Państwo, Teatrzyk Zielony Śledź ma zaszczyt przedstawić sztukę pod tytułem: „POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA”. Przychodzi BABA do REŻYSERA i pyta:
BABA – Czy ma pan jakieś uprzedzenia rasowe?
REŻYSER – Nie.
BABA – A wyznaniowe lub obyczajowe?
REŻYSER – Nie. Skąd takie przypuszczenia?
BABA – A jakieś uprzedzenia wobec mniejszości seksualnych?
REŻYSER – Do czego pani zmierza?
BABA – Muszę się upewnić, zanim zaproponuję panu współpracę. Bo widzi, pan ja wychowuję samotnie troje dzieci.
REŻYSER – O, biedne maleństwa.
BABA – No, nie takie znowu maleństwa. Wszyscy trzej wzrostu są raczej słusznego i w razie czego…
REŻYSER – Że co?
BABA – Nic. Przejdźmy do rzeczy. Jestem Murzynką.
REŻYSER – Nie wygląda pani.
BABA – Michael Jackson też jest wybielony i nikt mu tego nie ma za złe, ale w naszym zaścianku…
REŻYSER – Mówiła pani coś o przejściu do rzeczy.
BABA – Tak. No więc, prócz tego, o czym wspomniałam, jestem jeszcze lesbijką i muzułmanką wyznania Mojżeszowego.
REŻYSER – Czy w tych wyznaniach nie ma jakichś sprzeczności?
BABA – Zamierza pan kwestionować moje słowa?
REŻYSER – Przejdźmy do rzeczy. Co mogę dla pani zrobić?
BABA – Zatrudnić mnie w roli Julii. Słyszałam, że kompletuje pan zespół do „Romea i Julii”, Szekspira.
REŻYSER – Rzeczywiście. Ale jak pani zapewne wie, Julia miała dwanaście lat.
BABA – Tak, ale to było bardzo, bardzo dawno temu.
REŻYSER – Zapewne. W tej chwili liczyłaby sobie lat kilkaset.
BABA – Sam pan widzi. A zatem jestem od niej sporo młodsza. Dostanę tę rolę, czy nie?
REŻYSER – Przykro mi, ale muszę odmówić.
BABA – To może chociaż zagram Romea?
REŻYSER – Brak pani kwalifikacji.
BABA – Mnie, prawdziwej Europejce brak kwalifikacji? No, tego należało się spodziewać! To panu brak poprawności politycznej, proszę pana! Powiem więcej, jest pan: szowinistą, faszystą, rasistą, klerykałem i antysemitą! Ot co! (oburzona wychodzi).
NARRATOR – Kurtyna.