Archiwum kategorii: Aktualności

Święta krowa rowerowa

     Zastanawiam się, czy w tym szaleństwie jest metoda. Rower jako środek lokomocji w dużym mieście nie jest dobrym rozwiązaniem pod żadnym względem. Nie należy ani do najwygodniejszych, ani do najszybszych. Rowerzysta na drodze stwarza zagrożenie dla wszystkich jej uczestników: pieszy nie ma żadnych szans przy bliskim spotkaniu, a kierowca samochodu próbujący wyminąć taką świętą krowę też ryzykuje wypadkiem.

     Może więc zalet należy upatrywać w zbawiennym działaniu terapeutycznym? Wygląda, jakby to właśnie udało się ludziom wmówić. Od dawna jednak wiadomo, że sport ze zdrowiem niewiele ma wspólnego. W tym konkretnym wypadku prócz niebezpieczeństwa kontuzji, jazda na rowerze jest wysoce ryzykowna dla kręgosłupa, zwłaszcza na odcinku lędźwiowym. Nietrudno zatem o szybką przesiadkę z roweru na wózek inwalidzki.

     Co jest więc grane? Obawiam się, że to co zwykle, czyli sztuczne stwarzanie problemów nie do rozwiązania. Najpierw budowanie ścieżek rowerowych urywających się nagle, później próba zapędzenia cyklistów, żeby z nich korzystali. W rezultacie skłócenie wszystkich ze wszystkimi. To wypróbowany sposób tego rządu na odwrócenie uwagi od spraw ważnych dla miasta i kraju.

W obronie Muchy

     Znowu ta paskudna opozycja atakuje najładniejszą panią minister, tak jakby od niej cokolwiek zależało. Przecież ona wykonywała tylko polecania. Wyobrażacie sobie Państwo, co mogłoby się stać, gdyby Madonna nie wystąpiła na Stadionie Narodowym w dniu 15 sierpnia? Strach pomyśleć, jakiego spustoszenia mogłaby dokonać ta garstka nacjonalistów! Trzeba było przecież dać odpór

tak na wszelki wypadek. Cena tych głupich sześciu milionów, to naprawdę drobiazg.

 

    

Kto ma prawo nami rządzić?

     Przerzucając kanały telewizyjne natknęłam się na młodą osobę zaproszoną do studia, jak się domyślam, w charakterze eksperta. Wygłosiła ona mniej więcej takie oto zdanie: Tak jak w rządzie nie może być antysemita, tak i nie wolno dopuścić tam homofoba. Tu mała dygresja. Nazwa „homo-fobia” sugeruje, jakby chodziło o jakiś stwór bojący się człowieka, a faktycznie chodzi o człowieka bojącego się zboczeńca.

     Wracając do tematu muszę przyznać, że moja edukacja z zakresu prawa jest najwyraźniej niewystarczająca. Nie miałam bowiem pojęcia o przepisie zakazującym antysemitom pełnienia funkcji państwowych. Niewiedzę zawdzięczam zapewne naiwnej wierze w tolerancję. Bo jeśli przekonanie, że polskość to nienormalność, nie przeszkadza w pełnieniu funkcji premiera, to brak życzliwości dla mniejszości  narodowej  powinien być pestką. Ale to, jak się okazuje, tylko  tak na zdrowy rozum. Praktyka dowodzi czegoś przeciwnego.

     Innym zaskoczeniem była dla mnie wiadomość o zarejestrowaniu 28 marca 2011 r. w Sądzie Okręgowym w Warszawie (VII Wydział Cywilny Rejestrowy) Komunistycznej Partii Polski z siedzibą w Dąbrowie Górniczej, przy czym inne źródła podają datę 4.09.2002 r. Znowu, najwyraźniej mylnie, zdawało mi się, że komunizm został w naszym państwie zakazany, choćby teoretycznie.

A może z tą partią to jednak tylko ściema?

 

 

Wybory

21/2013(100)

 

     Witam dzisiaj po raz setny i, jak na jubileusz przystało, warto przypomnieć jak to się zaczęło. Ten rodzaj pisania zawdzięczam koleżance ze studiów, z którą zawsze miałam całkiem poprawne stosunki, aż do momentu gdy ośmieliłam się zaprosić ją na pierwsze po 10 kwietnia 2010 r. spotkanie na Krakowskim Przedmieściu. Odpisała mi, że „mord polityczny to warto byłoby zrobić na tych głoszących takie teorie”. Wprawiła mnie w takie zdumienie, że postanowiłam zacząć regularnie kontaktować się z ludźmi i poznawać ich opinie.

     Pierwszy tekst był na tyle krótki, że przytoczę go w całości. Oto on. Tak sobie myślę, że nad Wisłą żyją dwie nacje: Polaków i „Europejczyków”. Dla Polaka bycie Europejczykiem jest stanem naturalnym. Dla „Europejczyka” bycie Polakiem to obciach.

     Obecnie przychodzi mi na myśl pewne uzupełnienie. Dzielimy się nie na dwie, a na trzy grupy: tych, którym zależy żeby Polska rozkwitała; tych, którym zależy na czymś dokładnie przeciwnym (tu zaliczam agentów obcych państw) oraz całej reszcie niezbyt świadomej gdzie i po co żyje. W przeświadczeniu tej ostatniej grupy bywa mniemanie, że można dokonywać wyboru tylko między mądrym złodziejem a uczciwym oszołomem, po czym i tak złodziej okazuje się przygłupem, a oszołom nie za bardzo uczciwy.

     A może nie jest aż tak źle póki się śmiejemy?       

 

Tradycja czy postęp

W życiu codziennym miewamy wybór między tym co tradycyjne, a tym co postępowe, jednak nie zawsze. Często robią to za nas inni. Dyktatorzy mody, jak to dyktatorzy, wyboru nie pozostawiają i nie chodzi tu wyłącznie o ubrania. Dawnymi czasy kołdry powlekało się w koperty z wyciętym pośrodku rombem ozdobionym koronką. Prócz estetycznego miały koperty jeszcze walor praktyczny – były znacznie wygodniejsze w użyciu od poszewek. Niestety, najwidoczniej Niemcy, ani Amerykanie nie wpadli na taki pomysł, dlatego nie mamy wyboru, musimy używać paskudnych kolorowych poszew, w jakie dawniej oblekano pierzyny. Tu „postęp” zwyciężył na całej linii.

     Postęp można odnotować też w produkcji takich wehikułów jak hulajnogi. Za mojego dzieciństwa było w nich miejsce na dwie nogi, co dawało wygodę zwłaszcza przy jeździe z górki. Teraz druga noga nie ma prawa się zmieścić i musi koniecznie zwisać, co zapewne jest uciążliwe, ale zgodne z nazwą. Hulajnoga dotyczy przecież jednej nogi.

     Niekiedy jednak tradycja bierze górę nad postępem. Oto przykład: na większości opakowań z lekarstwami czytamy zalecenie, żeby medykamenty przechowywać w suchym i chłodnym miejscu. Jakie miejsce w mieszkaniu jest najcieplejsze i najwilgotniejsze? Łazienka. Gdzie zatem trzymamy lekarstwa? Tradycyjnie w łazience, oczywiście.

     

    

 

Schodow

W najweselszym baraku obozu socjalistycznego krążyły żarty tego typu: Kto wynalazł schody? Oczywiście wybitny radziecki uczony Schodow. Trzeba było jakoś odreagowywać kłamstwa polegające na zawłaszczaniu przez umiłowany Związek Radziecki wszystkiego co możliwe i niemożliwe.

     Ostatnio zastanawiałam się, po co Rosjanie zrobili serial o wspaniałej polskiej piosenkarce. Powód okazał się dokładnie ten sam co dawniej. Znowu chodziło o zawłaszczenie, poddanie w wątpliwość nie tylko jej polskości, ale takie spreparowanie życiorysu, żeby przy okazji, tak mimochodem, wybielić postać bolszewickiego zbrodniarza. Wymordował co prawda wielu niewinnych ludzi, w tym ojca głównej bohaterki, ale zrobił to przecież z miłości do jej matki i do niej samej, która mogła być, a nawet powinna jego córką. Przez całe życie był przecież ich aniołem stróżem. Cóż za tragiczna postać! Nawet Schodow przy nim blednie.

     Sama Anna nazwana przez jakiegoś Australijczyka Rosjanką nie prostuje. Z własnym dzieckiem rozmawia po rosyjsku.

     Oto jak robiło się i nadal robi propagandę oraz ustala nowe fakty i nowe prawdy.

Szukanie zguby pod latarnią

Gdyby ktoś nie znał tego starego dowcipu, to go przypomnę. Lekko zawiany mężczyzna szuka czegoś pod latarnia. Przechodzień pyta: – Zgubił pan coś? – Pieniądze. – Tu? – Nie tam, ale tam jest ciemno, więc szukam tutaj.

     Jako żywo przypomina to działania rządu PO. W ramach walki z biurokracją zatrudniono 100 tys. nowych urzędników, z czego pokaźna liczba zajmuje się sprawdzaniem PIT-ów. Niekiedy udaje się znaleźć jakiś błąd rachunkowy i pociągnąć delikwenta do odpowiedzialności. Jeśli jest to jakiś drobny przedsiębiorca, który akurat podpadł komuś z „naszych” można go nawet w ten sposób wykończyć finansowo, ale taka strategia nie jest w stanie poprawić finansów państwa. Podniesienie akcyzy na papierosy i alkohol wydawać by się mogło słusznym pociągnięciem. Jednak wpływy zamiast rosnąć spadły!  Przemyt wzrósł lawinowo, ale tym już rzesza urzędników się nie zajmuje, bo a nuż naraziłaby się jakimś gangsterom powiązanym z rządem. W ten sposób dziura budżetowa rośnie razem z kadrą urzędników, których jedynym zadaniem jest wyszukiwani dziur w całym.

Pytania bez odpowiedzi

     Czym jest świadomość? Czy powstaje w naszym umyśle i wraz ze śmiercią ginie? Czy może  jest  nieśmiertelną duszą, która po śmierci opuszcza ciało, by dalej wieść jakiś byt? Twierdząco na to pytanie odpowiada większość religii. Zresztą każde ciało zaraz po śmierci z jakiegoś powodu waży troszkę mniej, niż w chwili śmierci.

     A jeśli dusza jest czymś w rodzaju strumienia świadomości, to w którą stronę płynie? Czy od generatora, jakim jest nasz mózg, na zewnątrz, tworząc np. telepatię? Czy odwrotnie – mózg jest rodzajem odbiornika przetwarzającego te jakieś fale. Wówczas świadomość mogłaby nigdy nie ginąć, tylko przyjmować inne lokum – niebo, lub reinkarnację?

     Doznania ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną jednych utwierdza w wierze w Boga, innych przeciwnie w przekonaniu, że zmysły mogą nas mamić, nie informując o stanie faktycznym otaczającej nas rzeczywistości. Im bardziej poznajemy przyrodę, której jesteśmy cząstką, tym bardziej oddalamy się od poznania tego, co jest dla nas najważniejsze.

Koszula Churchilla

     Nie chodzi o koszulę bliższą ciału, ani o stosunek Churchilla do Polaków ani nawet w ogóle o politykę. Mam na myśli małą płócienną koszulkę, w której był ochrzczony. Zwiedzałam kiedyś pałac, gdzie przyszedł na świat przyszły premier. Pałac jest wielki, piękny i otacza go ogromny angielski ogród. W części muzealnej pałacu przykuł moją uwagę niepozorny przedmiot – płócienna pocerowana koszulka, w której chrzczono od pokoleń przyszłych dziedziców fortuny. Jakież to praktyczne! Po co stale sprawiać nową koszulkę, w którą dziecko ubiera się przecież tylko jeden raz, a poza tym nigdy nie jest ani za ciasna, ani za duża, bo niemowlaki od siebie się zbytnio nie różnią.

     Dla mnie ta pocerowana koszulka jest rodzajem symbolu. Angielski konserwatyzm ma korzenie w zwykłej praktyczności. Człowiek biedny kupuje jednorazową tandetę, na którą go stać i ma akurat ochotę. Bogaty kupuje tylko to, co jest mu rzeczywiście potrzebne i w ten prosty sposób bogaci się.

     Przeciwieństwem konserwatyzmu jest postępactwo gloryfikujące bylejakość, którą codziennie trzeba wymieniać na nowy model. Brak ciągłości kulturowej leży u podstaw postępactwa a jednorazówki dobre są na wszystko, można nimi zaspokajać potrzeby fizjologiczne, zwłaszcza gdy innych się nie ma.

    

Dobro wspólne

   Najsprawiedliwiej Pan Bóg obdzielił ludzi chyba rozumem. Prawie każdy uważa, że ma go pod dostatkiem, podczas gdy innym najczęściej go brakuje. Skąd się biorą te wątpliwości odnośnie cudzych rozumów? Niekiedy z zastosowania „prostej logiki”. Częściej jednak z nie dającego się zweryfikować przeświadczenia. Wystarczy stwierdzenie: „ot, głupi i tyle”. No dobrze, a jak przekonać się, czy samemu nie należy się przypadkiem do grona durniów? Co byście Państwo powiedzieli na taką oto definicję? Jeśli człowiek będący twoim autorytetem okazał się kłamcą i nadal pozostał twoim autorytetem, to widomy znak, że jesteś jednak głupcem.

   Takie refleksje naszły mnie w związku ze zbliżającym się jubileuszem setnego felietonu. Zadaję sobie niekiedy pytanie, czy to co robię ma sens. Potwierdzenie znajduję nie tylko wśród osób życzliwych, którym moje pisanie przypada do gustu, ale paradoksalnie, przeciwnicy też utwierdzają mnie w takim przekonaniu. Często są to osoby nie odróżniające inwektyw od argumentów, wychowane przez telewizję najwyraźniej uważają, że to, to samo.  

   Najwięcej emocji budzą tematy polityczne. Politykę można oczywiście ignorować, ale nie można jej nie podlegać. Równie dobrze można dać sobie wmówić, że siły grawitacji nie mają do nas zastosowania. Ludzie wolący nie znać prawdy prowokują nieszczęścia, których dało by się uniknąć. Jeśli robią to wyłącznie na własny rachunek, to ich rzecz, ale bezkrytyczność w sprawach wspólnych dotyka nas wszystkich, dlatego trzeba protestować wszędzie tam, gdzie źle się dzieje.