Archiwum kategorii: Aktualności

Komunikacja werbalna 48/2013 (127)

     Są cztery sposoby przekazywania informacji. Podstawowy – pierwszy sposób, to mówienie proste o rzeczach oczywistych, czyli „łopatologia”, stosowana najchętniej w masmediach. Im społeczeństwo ciemniejsze, tym przekaz musi być jaśniejszy. Tu banalne oczywistości urastają do roli prawd objawionych.

     Drugi sposób to mówienie o sprawach skomplikowanych w skomplikowany sposób. Ta metoda przeznaczona jest dla hermetycznych gron specjalistów, gdzie już samo opanowanie słownictwa wymaga nie lada wysiłku.

     Trzeci sposób narracji (modne słowo!), to mówienie prosto o sprawach skomplikowanych. Przeznaczony jest dla ludzi inteligentnych, którzy chcą się dowiedzieć czegoś nowego, bez konieczności dogłębnego studiowania tematu. Taki dar przekazu ma kilku publicystów nie zapraszanych oczywiście  do mediów „głównego nurtu”.

      Najważniejszy jest jednak sposób czwarty, czyli mówienie o sprawach prostych w sposób wyszukanie skomplikowany. Prekursorami tego sposobu są „artyści ambitni” cierpiący na słowotok. Nie każdy potrafi mówić długo, zawile i nie na temat. Nic zatem dziwnego, że potrafią to ludzie szczególnie w tym kierunku uzdolnieni, zwłaszcza kłamcy wszelkiej maści. Prawdę daje się na ogół wyłożyć jasno, kłamstwo wymaga zagmatwania. Trzeba niekiedy nawet powoływać do tego specjalną komisję wypatrującą pancerną brzozę w marnym Lasku.

     Pozdrawiam – i do następnej soboty!

Rekonstrukcja kabaretu 47/2013 (126)

Zauważyliście może pewną zamianę ról? Młodzi zbuntowani kibice włączają się do polityki, z której Kabaret Donalda najwyraźniej się wypisał, przynajmniej w tej części dotyczącej państwa. Zajął się już wyłącznie sobą. Moim zdaniem to dobrze rokuje. Rada ministrów straciła jednego z najśliczniejszych ministrów, który wsławił się bałaganem na kolei, jakiego najstarsi górale nie pamiętają. Dziurawymi drogami, które budowano za gigantyczne pieniądze i, co najważniejsze, te super budowy pociągnęły plajtę firm budowlanych. Nie lada dokonania. Zainwestowano też spore pieniądze w radary, mające  przynieść krocie, a nie zarobiły nawet na spłatę inwestycji. O milionach za uschnięte przy tzw. autostradach brzozy nawet nie warto wspominać. Nie były widocznie z gatunku tych pancernych.

     Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że minister, który utopił ciężkie miliardy w błocie, pośliznął się na zegarku wartym zaledwie głupie 17 tysięcy złotych. No, może z drugiej strony nie takie głupie, skoro cała jego biedna rodzina odejmowała sobie od ust, żeby się na taki prezent złożyć.

     Wypadł z resortu, ale mam nadzieję, że nadal zamierza działać w branży rozrywkowej. Szkoda by było zmarnować taką urodę. Gdyby więc ktoś z Państwa znał jego adres, to proszę o udostępnienie. Teatrzyk Zielony Śledź nadal dysponuje wakatami i to w ministerialnych rolach.

     Pozdrawiam – i do następnej soboty!

Prowokacja 46/2013 (125)

Prowokacja znowu się udała, nawet antyglobaliści nie byli potrzebni. Bogaty scenariusz został zrealizowany punkt po punkcie. Policjanci z przebierańcami prowadzili najpierw grę wstępną przy pomocy bogatego arsenału petard. Później nastąpiło tradycyjne podpalenie tęczy, która wcale nie była na drodze maszerujących, była natomiast w scenariuszu programu kabaretowego, który właśnie leciał w TVP z teatru w Tarnowie. Stała się też okazją do odważnego wystąpienia HGW przed kamerami telewizyjnymi zapowiadającej odbudowę tego ważnego strategicznie obiektu.

     Nową atrakcją tegorocznego Marszu Niepodległości stał się pozorowany atak na Ambasadę Rosyjską. Policja zablokowała ulicę z obu stron i kazała się ludziom rozejść. Było raczej straszno niż śmieszno, bo jak tu się rozejść będąc w pułapce? Na szczęście nie chodziło o pałowanie demonstrantów, a o cyrk przed ambasadą, żeby postraszyć cały świat polskimi nacjonalistami.

     Wszystko później skomentował złotousty Bartłomiej obwiniając tradycyjnie PiS, który w warszawskim Marszu Niepodległości nie brał udziału, ale mógł przecież, no nie?

     Ja w tym Marszu nie tylko mogłam, ale wzięłam udział i tak sobie myślę, że prowokatorów można było wyłowić. Wyróżniali się na trzy sposoby: nosili kominiarki, rzucali petardy i porozumiewali się wulgarnym językiem. Dla mnie każdy kto używa wulgarnego języka to lewak albo leming.

 

 P.S. Jako Wasza reporterka z Marszu Niepodległości wyznam jeszcze, że nie widziałam tego o czym donoszą media „głównego ścieku”. Zacytuję natomiast zasłyszane okrzyki: „Cześć i chwała bohaterom”. „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. „Tylko idiota głosuje na Palikota”. „Kłamstwa Michnika wyrzuć do śmietnika”.

      

Demokracja czy hierarchia? 45/2013 (124)

     Nikt, jak dotąd, nie proponował wprowadzania demokracji w wojsku. Wydawanie rozkazów na zasadzie głosowania jakoś nikomu nie przyszło do głowy. Z drugiej jednak strony po co chować się za plecami jakiegoś gremium, skoro i tak za podejmowane decyzje nikt nie rozlicza. Jaruzelski wprowadzając stan wojenny obiecywał, że bierze na siebie całą odpowiedzialność. Pytanie tylko, odpowiedzialność przed kim? Okazuje się po latach, że przed historią, bo ta nie grozi żadnymi sankcjami. Przed sądem stanąć nie może z przyczyny obłożnej choroby, która jednakże nie wyklucza udziału w uroczystościach na jego cześć.

     Co innego z „uzdrowicielami” kościoła. Tu hierarchia już niektórym doskwiera i doradzają (tak z dobrego serca oczywiście), żeby decyzje zwierzchników poddawać pod dyskusję opinii publicznej, zgodnie z wymogami demokracji.

     Manipulacja demokracją bywa bardzo przydatna, zwłaszcza stosowana zamiennie z opinią eksperta. Można np. przegłosować, że coś jest albo nie jest zgodne z prawem, zamiast pytać o zdanie prawnika. I odwrotnie, jeżeli czegoś domaga się większość obywateli, powołać „ekspertów” mających za zadanie wytłumaczyć, że białe jest czarne, a jeśli ktoś ośmiela się podważać takie tłumaczenie, to oczywiście należy mu się zgodnie z polityką miłości i tolerancji głęboka pogarda.

      

 

Dilerzy, deweloperzy i lichwiarze 44/2013 (123)

 

     Jeśli ktoś jest na tyle głupi, żeby brać narkotyki albo kredyt, to znaczy, że sam się prosi o nieszczęście. Różnica między obydwoma uzależnieniami jest tylko taka, że diler działa nielegalnie, a lichwiarz legalnie. Legalnie nie oznacza oczywiście moralnie, ale kto by się tym przejmował.

     Czy to znaczy, żeby tym ludziom nie pomagać? Nie. To znaczy żeby w pierwszej kolejności pomagać tym cierpiącym nie z własnej winy, pokrzywdzonym przez system np.: niesprawiedliwości czy fiskalny. I tu dochodzimy do roli informacji i dezinformacji uprawianej przez media nie tylko głównego nurtu. Lichwiarzy i deweloperów stać na kłamliwe reklamy, przy czym gdyby się one nie opłacały, nikt by ich nie dawał.

     Deweloperzy przekonują usilnie i demagogicznie, że lepiej przecież płacić raty za własne mieszkanie niż wynajmować cudze. Z pozoru to logiczne, z tym że gdyby ci się coś odmieniło w życiu, to z wynajmowanego mieszkania możesz się wyprowadzić nie ponosząc żadnych kosztów, a za „swoje” raty będziesz spłacał do końca życia, czy ci się podoba, czy nie.

     No chyba, że lichwiarz przejął rolę cementowania rodziny. Od kiedy sakrament małżeństwa wyszedł z mody, a „dobrem dzieci” zajęło się państwo, dziecko przychodząc na świat, prócz rodziców (niekoniecznie sprecyzowanej płci) może mieć mieszkanie do spłacania przez resztę życia.

     A może jednak warto wziąć gigantyczny kredyt, zainwestować w nowe przedsiębiorstwo, które przyniesie krocie? Jeśli ktoś z Państwa zetknął się z taką sytuacją, bardzo proszę o szczegóły.

    

Cztery sposoby wydawania pieniędzy 43/2013 (122)

Liberałowie wytykają rządzącym wysokie podatki, przypominając że dawnymi czasy zżymano się na dziesięcinę, a teraz podatki sięgają niekiedy nawet 80%. Zapominają jednak o postępie. Pradziad dzisiejszego rolnika nie przeżyłby, gdyby zabrano mu choćby dwa z dziesięciu snopków. Dzisiejszy rolnik przeżyje, ale czy to słuszne z moralnego, a nawet ekonomicznego punktu widzenia?

Są 4 sposoby wydawania pieniędzy:

1.     Celowy i oszczędny – kiedy własne pieniądze wydajemy na własne cele;

2.     Oszczędny, ale nie celowy – kiedy własne pieniądze wydajemy na kogoś (nietrafione prezenty);

3.     Celowy, ale nieoszczędny – kiedy cudze pieniądze wydajemy na siebie; oraz

4.     Nie celowy i nieoszczędny – kiedy cudze pieniądze wydajemy na innych.

Im gorszy rząd tym więcej potrzebuje pieniędzy na zmarnowanie. Wystarczy, że firma, która nie potrafiła zakończyć budowy autostrady zasponsorowała wyjazd syna premiera na fajną wycieczkę. Kolesie nie muszą się znać na budowie dróg, czy czymkolwiek. Biorą kasę, zlecają robotę innym, za którą nie płacą i karuzela się kręci. Bankrutują polskie przedsiębiorstwa użyźniając glebę pod obcy kapitał.

Rycerze i pętaki 42/2013 (121)

     Dawnymi czasy urodzenie gwarantowało stan rycerski, dawało przywileje, ale nakładało też obowiązki. Młody rycerz poznawał prawdziwe wartości przekazywane z pokolenia na pokolenie. Pochodzenie z pośledniejszego stanu nie wykluczało definitywnie przynależności do elit, ale bardzo je utrudniało. Obecnie to sprawa osobistego wyboru. Hałastra nigdy nie pretendowała do wzniosłości w żadnej dziedzinie. Pętak nie jest w stanie wznieść się ponad własny prymitywizm. Żadne nazywanie komunistycznych pachołków „ludźmi honoru” nie uszlachetni ich, no chyba w oczach cymbała, obecnie zwanego również lemingiem.

     Propaganda postkomunistyczna specjalizuje się w zaszargiwaniu tytułów, jak chociażby profesorskiego. Dlatego proponuję utworzenie Klubu Rycerskiego, do którego może przystąpić każdy, nawet bez konieczności logowania się gdziekolwiek. Jego członków będzie można rozpoznawać jedynie poprzez honorowe zachowanie.

    

Do lat 18 i od 81 ~~~~ 41/2013 (120)

Odnoszę wrażenie, że TVP1 postawiła sobie szczytny cel docierania do osób mających problemy z samodzielnym myśleniem. Tylko i wyłącznie z myślą o nich tworzy się program. Dzięki szkole, w której coraz mniej można się nauczyć – z jednej strony i sklerozie – z drugiej widownię stanowią osoby do lat osiemnastu i powyżej osiemdziesięciu jeden. Pozostali powinni się umysłowo dostosować. Wyśmiewane mohery nie mają tu czego szukać. Odmiennie ma się sprawa z lemingami. One, niezależnie od wieku, powinny być wdzięcznymi odbiorcami. Tak się bowiem składa, że mohery wiedzą, że nimi są, a lemingom stale się zdaje, że to określenie ich nie dotyczy.

     Ja jednak wiążę pewną nadzieję z telewizją, niesłusznie nazywaną publiczną (no, chyba że to aluzja do domu). Gdzie, jak gdzie, ale w TVP1 prędzej czy później ostatni film Wajdy na pewno się ukaże, zwłaszcza, że są w nim tak zwane „momenty”. Co to są te „momenty” wiedzą tylko starsi, którzy załapali się jeszcze na „Sześćdziesiąt minut na godzinę”. Na razie w załączniku tylko plakat tej super produkcji.

     

Spec logika 40/2013 (119)

Szanowni Państwo!

     Człowiek niewinny, zwłaszcza niesłusznie podejrzany, zrobi wszystko, żeby prawda wyszła na jaw. Już samo mataczenie przy zabezpieczaniu śladów zbrodni jednoznacznie wskazuje winnego. Z tym, że jeśli zbrodniarz jest potężny, to może sobie pozwolić na cyniczne zacieranie śladów na oczach opinii publicznej, która chętnie przestaje wierzyć własnym oczom. I o to właśnie chodzi!

     Jeżeli pancerna brzoza urwała skrzydło samolotu i wywróciła wielotonową maszynę na plecy, to szukanie śladów wybuchu przestaje być zasadne – logiczne, prawda?

     Kto, czym i ile razy tę nadzwyczajną brzozę zmierzył pozostaje tajemnicą najwyższej państwowej wagi, co również nie budzi najmniejszych wątpliwości leminga.

     Według spec logiki, jeśli Bolek obalił komunizm i cały świat go za to podziwia, to oczywiste, że nie mógł jednocześnie być ubeckim agentem.

         Pozdrawiam – i do następnej soboty!

P. S. A gdyby ktoś chciał bezpośrednio otrzymywać moje felietony, to niech mi prześle swój adres e-mailowy.

 

Agenci 39/2013 (118)

     Położenie geograficzne skazuje nas na sąsiedztwo pazernych nacji i na to nic poradzić nie możemy. Dawnymi czasy jakoś sobie z tym radziliśmy dzięki kodeksom honorowym, których omijanie uważano za haniebne. Poprawność polityczna unieważniła je i stworzyła grunt dla źle pojętej tolerancji, odbierając nam najsilniejszy oręż. Zarówno dawniej, jak i obecnie obce agentury próbują kontrolować nasze państwo, zastraszając jednych, przekupując innych.

     Zdemaskowanie Bolka najwyraźniej nie zrobiło większego wrażenia na naszym społeczeństwie. Wystarczy, że film pokaże fikcję wyssaną z brudnego palca, a publika mu przyklaśnie. Będąc agentem przez 20 lat w PRL-u, Bolek nabrał pewności siebie, widział bowiem, że włos mu z głowy nie spadnie. Podpuszczanie „Solidarności” należało do jego obowiązków i było w interesie jego mocodawców, którym nadal wiernie służy, o czym może świadczyć najnowszy pomysł włączenia III RP do Niemiec. Czyżby był to taki balon próbny dla wysondowania nastrojów czy jesteśmy już gotowi na kolejny rozbiór Polski?

     No cóż, agenci są wśród nas i poznać ich dopiero po owocach. Kim kto jest okazuje się poniewczasie, kiedy zło zostało już wyrządzone. Tak sobie myślę, że taki agent musi też czasami zrobić coś dobrego dla uwiarygodnienia. Ta sama zasada obowiązuje w złodziejskim fachu. Naciągacz najpierw daje nam coś „za darmo”, a kiedy zdobywa nasze zaufanie  naciąga nas. W takim razie, też spróbujmy się bronić w znany sobie sposób, czyli na zasadzie ograniczonego zaufania. Póki mówisz i robisz to co przyzwoity Polak powinien akceptujemy cię. Kiedy zaczynasz kluczyć żegnamy się.