Archiwum kategorii: Aktualności

Segregacja 27/2019 (418)

Segregowanie odpadów jest obowiązkowe zgodnie z unijną dyrektywą. Rafał Trzaskowski jest wrażliwy na unijne polecenia, więc niby coś w tym kierunku robi. Kazał wydrukować z milion ulotek, tłumaczących jak wygląda plastik, szkło, czym się one różnią od papieru i jak je od siebie oddzielać. W ten sposób próbował przekonać każdego mieszkańca do czegoś, do czego jest on od dawna przekonany. Tu i ówdzie pojawiają się nawet osobne kontenery na szkło, żeby mieszkańcom się zdawało, że ich segregacja ma jakiś sens.
Można by w ten sens i dobrą wolę o dbałość środowiska uwierzyć, gdyby Niemcy nie byli zainteresowani składowaniem w Polsce toksycznych odpadów, a ich interes formacja, z której wywodzi się Prezydent Warszawy, zawsze przedkłada nad dobro Polaków. Afera wyszła na jaw za poprzedniego rządu, ale nic mi nie wiadomo, żeby ten proceder został zatrzymany. Mam nadzieję, że obecny rząd nie chwali się ukróceniem tego kantu, bo w przeciwieństwie do afery VAT-owskiej ukrócenie tej pierwszej finansów by nie poprawiło, a może nawet pogorszyłoby?
Prezydent Warszawy ma jednak niewątpliwe poważne zasługi w segregacji. Tęczowe parady pod jego auspicjami segregują przecież ludzi na równych, równiejszych i najrówniejszych. Do tych ostatnich należy niewątpliwie elita zboczeńców i ich opiekunów. Zajmowanie się śmieciami na różne sposoby można interpretować.

Oblicze zbrodni 26/2019 (417)

Media epatują nas opisem zbrodni, dokonanej z zimną krwią na dziesięcioletniej dziewczynce. Bulwersują nas wystąpieniem Rzecznika Praw Obywatelskich, który postanowił bronić „godności” mordercy, jakby taka kreatura miała w ogóle jakąś godność. Rzecznik ma oczywiście w „głębokim poważaniu” tego akurat zwyrodnialca. Chodzi tu o apel do wszystkich potencjalnych przestępców: „Wybierzcie mnie na prezydenta, a włos wam z głowy nie spadnie” – oto czytelny przekaz, o jaki tu chodzi.
Mówi się też o sprawności policji – i słusznie. Najmniej uwagi media poświęcają temu, co jest podstawą zbrodni, czyli motywom. Mniej dyskretni dziennikarze uchylili rąbka tajemnicy. Dwudziestodwuletni zbrodniarz poczuł się dotknięty odrzuceniem jego amorów przez matkę dziewczynki. Zemścił się, zabijając dziecko.
Zbrodnie istniały zawsze, ale sposoby i motywy ich popełniania zmieniały się w zależności od okoliczności. O nich też należy mówić. Nikt nie wspomina o ojcu dziecka. W czasach niedawno minionych obowiązywał model rodziny, w którym dziesięciolatka najczęściej mieszkała nie tylko z matką, ale i ojcem, a do jego obowiązków należała obrona rodziny. Nie twierdzę, że w tym konkretnym wypadku ojciec byłby odpowiedzialny za odprowadzanie dziecka ze szkoły. Po prostu byle kanalia nie miałaby tyle śmiałości wobec kobiety będącej w związku małżeńskim, co wobec samotnej matki. Wówczas wściekłość odrzuconego adoratora mogłaby skupić się raczej na rywalu, a mężczyzna z mężczyzną łatwiej by sobie poradził.

Waga urody 25/2019 (416)

Komu uroda jest potrzebna, a kto się bez niej może obyć? Z moich obserwacji wynika, że niezbędna jest politykowi, dziennikarce, a piosenkarce już niekoniecznie! Panuje powszechne przekonanie, że prezydenci tacy jak Kwaśniewski czy Trzaskowski zdobyli swe stanowiska głównie dzięki urodzie. Pomijam tu oczywiście fakt, jak doszło do wystawienia ich kandydatur. Ważne, że lud to kupił.
O wadze urody przekonałam się, gdy pozwoliłam sobie skrytykować ładną dziewczynkę, pełniącą obowiązki dziennikarki w sposób uniemożliwiający wypowiedzenie się komuś zaproszonemu do studia, kto miał coś ważnego do powiedzenia i czego w końcu nie udało mu się powiedzieć. Obrońcy „ładnej dziennikarki” w ogóle nie zauważyli zarzutu, jaki jej postawiłam. Wszyscy, bez wyjątku, podkreślali jej urodę.
Podczas pierwszej komunistycznej odwilży po 1956 roku tygodnik „Film” rzucił hasło: „Piękne dziewczęta na ekrany”, które zaowocowało nowymi talentami aktorskimi. To było jednak bardzo, bardzo dawno temu. Obecnie uroda bywa przydatna tu i ówdzie, ale na estradzie najwyraźniej jest zbędna. Nikt nawet nie próbuje się jej dopatrywać pod bardzo grubą warstwą puszystości niedających się ukryć. A może ja nie znam się na nowoczesnych kanonach piękna? Ignorancja w tym względzie byłaby nawet dla mnie pokrzepiająca. Mogłabym obnosić się z własnymi pulchnościami zamiast próbować je wstydliwie skrywać.

Osuszanie bagna 24/2019 (415)

Przez polskie miasta przetaczają się demonstracje dwóch nurtów. Pretensjonalnie teatralne parady zboczeńców, na przemian z marszami ludzi spragnionych utrzymania normalności. Nie można być jednocześnie Polakiem i lewakiem, bo to pojęcia wykluczające się wzajemnie. Lewactwo w ramach skłócania Polaków, których są nieprzejednanymi wrogami, stosuje zacieranie znaczeń słów i wprowadza relatywność oceny zachowań, żeby wszystko było względne, aby w razie potrzeby nietrudno było pochylić się z troską i zrozumieniem nad przestępcą, a ofiarę oskarżyć o sprowokowanie napastnika.
Myślę, że daje nam się we znaki ta rzeczywista, ale przeklęta polska tolerancja. Mam bowiem nadzieję, że to nie strach przed tym, co ludzie, czyli „ci prawdziwi Europejczycy”, powiedzą. Wiadomo, co powiedzą: że są notorycznie szykanowani przez reżim, który za mało im płaci za opluwanie wartości cennych dla Polski. „Wielka artystka” znowu się poskarży, że ktoś jej robi na głowę. Bo to przecież ona jest od tego, żeby Polakom na głowę – powiedzmy – wchodzić.
A może czas wreszcie zmienić reguły gry, przestać używać mecenatu państwa jak głupiej, dojnej krowy? Mecenas to ktoś, kto zna się na sztuce i nie daje sobie wciskać badziewia. Niechby teatry przedstawiały swoje plany, co i za ile chcą realizować, a mecenasi, którym projekt się podoba, niech wykładają pieniądze po realizacji przedstawienia. Czas na dobrą zmianę w tych zatęchłych bajorkach, którymi stały się teatry.

Wspólny ogródek 23/2019 (414)

Żeby zbudować most czy dom, najpierw trzeba sobie wyobrazić, jak ma on wyglądać i do jakich celów służyć. Później wystarczy zatrudnić fachowca, który będzie wiedział, jak to zrobić. Z uprawą ziemi niczego wyobrażać sobie nie trzeba, bo robi to za nas przyroda, wystarczy ją poznać i się z nią dogadać. Najtrudniej jest z polityką, bo jeśli nawet znamy pewne reguły gry, podobnie jak na wojnie, wynik bywa nieprzewidywalny.
Nowicjuszom zdawać się może, że wystarczy wytyczyć godne cele, a ludzie je podchwycą i zrealizują. To tak nie działa. Efekt może okazać się dokładnie odwrotny do założonego. Dzieje się tak, bo różne aktywne niemieckie owczarki i ruskie trolle znają swój fach. Wystarczy przypomnieć sobie, jak udało im się naszpikować „Solidarność” własnymi agentami i odwrócić bieg wydarzeń. Szlachetni ideowcy z reguły przegrywają z cwanymi draniami.
Warto uczyć się na błędach, żeby ich nie powtarzać. Brak niestety recepty, którą można by zastosować w dowolnej sytuacji. Każdy nowy ruch potrzebuje lidera. Ale żeby nim zostać, trzeba przekonać do siebie przyszłych wyznawców. Mówiąc coś mądrego, trafi się do niewielkiej garstki. Żeby zostać zauważonym, trzeba koniecznie wygłosić jakąś piramidalną bzdurę. Szkopuł polega na tym, że trudno zaufać człowiekowi niezrównoważonemu, a tylko takiego stać na kontrowersje i arogancję.
Dlatego korzystający z czynnego prawa wyborczego konserwatyści wolą sprawdzonych polityków, realizujących odwieczne zasady współżycia w społeczeństwie, pozostawiając „wiosenne nowalijki” amatorom zieleniny.

A jednak! 22/2019 (413)

Okazało się, że jednak jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej świadomym! Tusk przekonywał nas, żebyśmy nie robili polityki, bo i tak nic od nas nie zależy. Miał wówczas rację. Ale ta racja przegrała w konfrontacji z oczekiwaniami narodu. Po dojściu prawicy do władzy okazało się, że jednak potrafimy myśleć, zmobilizować się i utrzymać to, co udało się osiągnąć.
Dobrze jest uświadomić sobie, o co chodzi PiS-owi, a o co Anty-PiS-owi. Ekipa obecnie rządząca wykazała empatię wobec tych, którym z jakichś powodów nie powiodło się oraz podjęła próbę naprawy państwa i wyciągnięcia go z zapaści spowodowanej rządami PO/PSL. Taka naprawa wymaga czasu i taktyki wobec grabieżców wszelkiej maści, wrogów wewnętrznych i zewnętrznych.
Anty-PiS gardzi ludźmi, chce wyłącznie apanaży dla siebie, gotów jest sprzedać nawet własną matkę za psi pieniądz byle komu, wygaduje bzdury i obiecuje wszystkim wszystko. Tylko najmniej spostrzegawczy mogą dawać się nabierać kolejny raz na obietnice, których partie zgromadzone w Koalicji Europejskiej nigdy przecież nie zamierzają dotrzymać.
Dlatego porozumienie między prawicą działającą dla Polski a anty-prawicą działającą na szkodę Polski jest absolutnie niemożliwe. Mówią odrębnymi językami polskimi, mimo iż słowa, jakimi się posługują, brzmią tak samo.

Etyka 21/2019 (412)

Komuniści mają w zwyczaju zmieniać znaczenie słów, o czym mogliśmy się przekonać niejednokrotnie. Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że „tolerancja” oznacza podziw dla zboczeńców. Pedofilia bywa naganna albo przeciwnie – jest wyrazem postępu, zależnie od tego, kto ją uprawia.
Natomiast słowo „etyka”, podobnie jak „cnota”, wyszło z użycia i praktyki. Czy rzeczywiście etyka nie jest nam potrzebna? Prosty przykład – prosisz lekarza o jakąś fizykoterapię na bolący kręgosłup. „Nowoczesny” lekarz, pozbawiony etyki, jest przede wszystkim biznesmenem. Jeśli pracuje dla NFZ, to wie, że już zapłaciłeś, co musiałeś, i bez terapii możesz się obyć. Jeśli taki sam „nowoczesny” lekarz pracuje dla kliniki prywatnej, przepisze ci wszystko, czym zakład dysponuje, a jeśli ci to zaszkodzi, to tym lepiej, będziesz już dozgonnym pacjentem. Złoty środek nie istnieje, bo to wymagałoby etyki. Karykaturą zawodu lekarskiego jest niejaka Ewa Kopacz, bez względu na jej gruntowną wiedzę o dinozaurach, i tu komentarz jest chyba zbędny.
Strajk nauczycieli pokazał, że dla „nowoczesnego pedagoga” też liczy się wyłącznie mamona. W środowisku akademickim trwa walka na układy i granty, o etyce, jeśli ktoś słyszał, to lepiej, żeby się do tego nie przyznawał. Nadzwyczajna kasta prawnicza sędziów wykazuje się głębokim przywiązaniem do kasy, co zapewnia jej „należne” miejsce w korupcji.
Złoty cielec stał się bogiem dla wszystkich „wierzących inaczej”. Bez pieniędzy trudniej jest osiągać cele, a ci, którzy mają ich nadmiar, cierpią na brak pomysłu, jak je sensownie wydawać. Zastanówmy się co pożytecznego możemy zrobić bez pieniędzy.

Dzieli nas pamięć 20/2019 (411)

W kwietniu obchodziliśmy, jak zwykle hucznie, kolejną rocznicę powstania w getcie warszawskim. Wiele lat zamilczania prawdy o powstaniu warszawskim przez żydokomunę i zastępowania go tym epizodem z getta miało zaowocować powszechną niepamięcią o heroicznym zrywie Polaków przeciw trwającej okupacji niemieckiej i przyszłej, wieloletniej, sowieckiej. Po utworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego sytuacja trochę się zmieniła, ale tylko lokalnie na naszym polskim podwórku. Świat nadal w tej sprawie wie tylko to, co Żydzi chcą, żeby wiedział. To oni serwują informacje. Szkoda, że nadal nie doceniamy siły żydowskich mediów i techniki zamilczania.
Miesiąc temu znani i mniej znani dawali się obfotografowywać z żonkilami pod propagandowym hasłem Łączy nas pamięć. A tymczasem to owa pamięć nas dzieli. Przemysł Holokaustu właśnie próbuje spieniężyć wierutne kłamstwo na temat drugiej wojny światowej, zamieniając role ofiar z oprawcami.
Rozbój i rabunek w biały dzień ma się niebawem dokonać na naszych oczach. W ubiegłą sobotę byłam na masowej demonstracji (zdjęcie poniżej) przeciwko ustawie 447 just. Fakt, że prawo uchwalone przez Kongres Amerykański nijak się ma do prawa obowiązującego w całym cywilizowanym świecie, w tym w USA, wcale nie chroni nas przed grabieżą. W felietonie zatytułowanym Adekwatna odpowiedź proponowałam, żeby Amerykanie ustanowili u siebie prawo umożliwiające przejmowanie majątku bez-spadkowego przez organizacje narodowościowe tych narodów, których członkiem był spadkodawca. A może Pułaski albo Kościuszko zostawili majątek, który znacznie przewyższyłby roszczenia żydowskie? Warto się nad tym zastanowić.
Ostatnie wydarzenia rozwiewają jednak wątpliwości. Nad czym tu się zastanawiać, skoro w wyniku fizycznej napaści Żyda na polskiego ambasadora w Izraelu, Sejm w panice odwołał procedowanie ustawy „Anty 447”.

Postulat 19/2019 (410)

Byłam na spotkaniu obywatelskim, gdzie ludzie zatroskani o los Polski wyrażali swoje poglądy na temat naprawy państwa. Jeden z uczestników gorąco optował za wprowadzeniem w Polsce systemu prezydenckiego, dającego władzę głowie państwa niemalże nieograniczoną. Kandydat ubiegający się o taki urząd powinien spełniać tylko dwa warunki. Ma być mądry i uczciwy. Na moje oko ten postulat spełnia pewnie ze dwadzieścia milionów obywateli naszego kraju. Kto bowiem nie uważa się za mądrego? Z uczciwością też każdy kandydat poradziłby sobie, bo o drobnych przekrętach mało kto wie, a duże zawsze można przypisać jakimś wrogom albo chociaż niesprzyjającym okolicznościom.
Jak zatem z tej ciżby wyłonić przyszłego dyktatora? Głosując tak długo, aż kontrkandydaci mniej mądrzy i mniej uczciwi poodpadają. Fajne, nie? Już sam pomysł, żeby wyselekcjonować najmądrzejszego spośród… no powiedzmy przeciętniaków, jest godny podziwu. Trochę przypomina to sytuację, w której zamiast zwoływać konsylium lekarze pytaliby przechodniów, czy operować pacjenta, czy nie. Kierowanie samochodem wymaga potwierdzonych kwalifikacji, kierowanie państwem – nie.
Po uświadomieniu sobie, jakim trudem jest wyłonienie głowy państwa w demokratyczny sposób, aż dziw bierze, że może się zdarzyć przypadek w miarę trafnego wyboru. A tak przy okazji, to tylko za jednego prezydenta – Lecha Kaczyńskiego, nie musiałam się wstydzić.

Adekwatna odpowiedź 18/2019 (409)

Do czego zobowiązuje Ustawa 447? Administracja amerykańska ma zadbać o to, by mienie bez-spadkowe, pozostawione w Europie przez zmarłych bezpotomnie Żydów, zostało przekazane organizacji żydowskiej, walczącej z antysemityzmem na całym świecie. Problem w tym, że trzeba w krajach, z których mają pochodzić pieniądze, zmienić prawo. Nie ma bowiem żadnego cywilizowanego kraju, gdzie majątek po obywatelu zmarłym bezpotomnie i bez testamentu wskazującego spadkobiercę nie przechodziłby na rzecz skarbu państwa.
Jak zatem tego dokonać? Jeśli Kongres Amerykański zna rozwiązanie, to i my z niego skorzystajmy. Załóżmy Fundację Zwalczającą Antypolonizm, zasilaną środkami pochodzącymi po zmarłych bezpotomnie Polakach na całym świecie, a w USA szczególnie. Przy czym warto zauważyć, że nie chodzi tu o przynależność państwową, a narodową. Zamordowani przez Niemców Żydzi na terenie Polski podczas jej okupacji byli obywatelami polskimi. A zatem obywatele amerykańscy polskiego pochodzenia są tą właśnie grupą, po której, majątek mógłby przechodzić na rzecz Fundacji Zwalczającej Antypolonizm.