Archiwum kategorii: Aktualności

Polityka (nie)kulturalna 43/2018 (384)

Pewna korespondentka z całą życzliwością usiłowała mi wytłumaczyć, że nie znam historii i nie mam pojęcia, kim był Stalin. Za jego czasów panowała bowiem powszechna szczęśliwość. Gdyby wojnę wygrał Hitler, ta sama osoba nie zmieniłaby zapewne zdania o okresie szczęśliwości, która to szczęśliwość inne by tylko nosiła imię. Nic zatem dziwnego, że zwolennicy PKiN-u mi. Stalina będą go bronili jak… chciałoby się powiedzieć niepodległości, ale niepodległość Polski jest dla nich ostatnią rzeczą, której by bronili.

Czy mamy prawo zatem dziwić się, że włodarze w dużych miastach utrzymują władzę, nawet nie fałszując albo tylko trochę fałszując wybory? Skoro udało się ludziom wmówić, że udowodnione oszustwo ani zwykła głupota nie dyskwalifikują kandydata, to co może go dyskwalifikować?

Tylko patrzeć, jak damy sobie wmówić, że patriotyzm to faszyzm, a faszyzm to brak podziwu dla zboczeńców. Takie przesłanie obecne jest w repertuarze teatralnym i w serialach telewizyjnych. W Teatrze Telewizji pojawia się od czasu do czasu listek figowy w postaci dobrego spektaklu, nadawanego raz, bez powtórek, jakimi cieszą się seriale propagujące zboczenie jako coś nie tylko normalnego, ale niekiedy wręcz pożądanego. Najłatwiej wydawane pieniądze podatników na działalność antypolską, co staje się normą, której należałoby się wreszcie przeciwstawić.

Jeśli nie weźmiemy się poważnie za kulturę, nie mamy najmniejszych szans na normalne suwerenne państwo, zarządzane przez uczciwych, mądrych ludzi.

Cudze piersi 42/2018 (383)

GW i pozostałe polskojęzyczne gadzinówki od lat wpajają nam wstyd za niepopełnione przez nas zbrodnie. Biją się w nasze piersi za morderstwa popełniane przez Niemców i Rosjan. Prawie już do tego, choć z bólem, przywykliśmy. Wierni czytelnicy tych gadzinówek wstydzą się w Niemczech, czy we Francji mówić po polsku, a angielskiego, nie wspominając już o arabskim, nie znają. I jak tu uchodzić w tych krajach za pożądanych cudzoziemców!?
Wróćmy zatem do Warszawy. Tu mam zwolenników i przeciwników poglądów, jakie głoszę. Jeden ze stałych przeciwników, który sam pisuje nieskładne przydługie kawałki o niczym, permanentnie wstydzi się za moje pisanie. Ot życie! Pewna wybitna przedstawicielka Stronnictwa Ruskiego, ostatnio łaskawie pochwaliła mnie za krytykę władzy, ale upomniała za niedopuszczalne podważanie kultu Stalina. Jak na ciągłość radzieckiej propagandy przystało, krytyka stalinowskiego pałacu jest z jej punktu widzenia absolutnie niedopuszczalna.
Okazuje się jednak, że bicie się w cudze piersi bywa zaraźliwe, o czym sama mogłam się przekonać. Ja też wstydzę się za warszawian. Wstydzę się za to, że wybrali na włodarzy naszego miasta mafię reprywatyzacyjną, za to, że chcą, żeby rządzili nami przestępcy lub ich sukcesorzy. Czy naprawdę lubimy malwersacje i złodziejstwo generujące tylko krzywdę ludzką?

Obraz po bitwie 41/2018 (382)

Odnieśliśmy spektakularną klęskę. Władza i pieniądze w dużych miastach pozostaną w rękach Totalnej Targowicy. O budowie łuku triumfalnego Bitwy Warszawskiej możemy zapomnieć, za to o triumfie Stalina w postaci Pałacu Kultury zapomnieć się nie da. No, chyba, że zastąpi go równie okazały meczet.
Ciekawe czy zjednoczona prawica wyciągnie wnioski z tej porażki. Zamiast wzorować się na Niemcach przy zamykaniu w niedziele sklepów (oczywiście z wyłączeniem tych monopolowych, czyli z samym alkoholem), lepiej byłoby wzorować się na uregulowaniach prawnych odnośnie do monopolów medialnych. Niemcy u siebie nie dopuszczają innych, prócz własnych nadawców i wydawców. U nas dzierżą ponad 80% prasy, radia i telewizji. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że nie ma to wpływu na wybory zmanipulowanych tymi mediami Polaków.
Jakby tego było mało, bardzo skwapliwie wprowadzamy absurdalne, czy po prostu destrukcyjne prawo unijne. Czemu na przykład służy RODO? Temu, żebyśmy się nie znali. Obcość wobec sąsiadów, to gwarancja, że się nie zorganizujemy przeciwko neokomunistom.
Walkę o uczciwość i sprawiedliwość musimy zaczynać od początku, a tej o kulturę właściwie jeszcze na dobre nie podjęliśmy, czas więc się za nią wziąć. Inaczej okaże się, że 11 listopada zamiast marszu niepodległości będziemy mieli paradę równości.

Gdzie są pieniądze? 40/2018 (381)

Odpowiedź na powyższe pytanie musiałaby być bardzo obszerna, nawet gdybyśmy je uściślili, pytając: gdzie są nasze pieniądze? Zajmijmy się zatem nie tymi już ukradzionymi, które leżą sobie gdzieś w rajach podatkowych, a tymi, które są stale do ukradzenia, albo do wydania na naszą korzyść. Polska została sprytnie podzielona na wiele szczebli administracyjnych, w taki sposób, żeby wszędzie można było dorwać się do „szmalu”, a odpowiedzialnością za straty i złodziejstwo obarczyć kogoś innego.
Obywatel nie wie kto odpowiada za dziurę w chodniku przed jego domem i kto ma ją naprawić. Może to być sołtys, wójt gminy, lub burmistrz z zapleczem radnych-bezradnych i niezainteresowanych byle dziurą. A może włodarzem, od którego zależy naprawa jest powiat z całym zapleczem administracyjnym? Albo województwo dysponujące fortuną na takie i inne cele? A może za wszystko odpowiada rząd? Takie rozbudowanie i skomplikowanie administracji jest już samo w sobie zachętą do kombinowania i korupcji.
Ograniczenie ilości urzędów i urzędników w skali kraju, to na razie marzenie ściętej głowy. Dlatego spróbujmy w jutrzejszych wyborach wybrać tych, którym możemy zaufać, choć trochę. Odsuńmy od władzy skorumpowane, zasiedziałe, nietykalne lokalne sitwy.

Podwójny agent 39/2018 (380)

Niewątpliwą spuścizną PRL jest nasycenie wszelkich struktur władzy agenturą sowiecką, niemiecką i każdą inną. Ci agenci, ich dzieci oraz wnuki nie rozpłynęły się we mgle. Stale są i działają rozmaicie na szkodę Polski, w sposób oczywisty i bezczelny. Odgrażają się, że jak wrócą do władzy, to powsadzają do więzień tych, którzy mieli odwagę podnieść rękę na złodziei i ich pobratymców.
Ale to, co widoczne gołym okiem, jest mniej niebezpieczne od tego, co głęboko skrywane. Nie trudno sobie wyobrazić, że nasi wrogowie próbują wywierać wpływy na decyzje rządu niekorzystne dla narodu, a korzystne dla lobby, któremu służą. Zadajmy sobie pytanie jak sami próbowalibyśmy wybrnąć z takiej sytuacji. Człowiek prawy może nie zgodzić się na niecną propozycję i podać się do dymisji, ale to nie załatwia sprawy. Lepiej byłoby uświadomić lobbyście-szantażyście, że spełnienie jego życzenia pociągnie konsekwencje, na które on sam, wcale nie miałby ochoty.
Co by mogło być takim niepożądanym czynnikiem dla szantażysty?Poinformowanie szerokiej publiczności o problemie i konsekwencjach jakie nas czekają. Jeśli sam szantażowany nie może tego zrobić, to należy go w tym wyręczyć. Dziennikarz demaskujący niecne zamiary wynikające z przyjęcia jakichś uregulowań prawnych, może się przyczynić do ich zablokowania. W ten sposób wykona pracę za ministra, premiera czy prezydenta, nawet gdyby ten dygnitarz był podwójnym agentem, nie wiadomo której ze stron sprzyjającym.

Cena komplementów 38/2018 (379)

Kto z nas nie lubi komplementów? Pytanie jest oczywiście retoryczne. Co najwyżej, wybredniejsi nie dają się wziąć na lep tanich duserów. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że dobrze skrojony komplement może obdarowanego nim, kosztować krocie. Miło jest słyszeć, że ktoś docenia wreszcie nasze, polskie bohaterstwo podczas II Wojny Światowej i obecne wywiązywanie się państwa polskiego z obowiązków zawartych w umowach międzynarodowych. Ale czy nie przełoży się to na wygórowane ceny jakie zapłacimy za amerykański sprzęt militarny? Tego nie wiemy. Mam również nadzieję, że nie przekonamy się boleśnie o cenie komplementów, kiedy wejdzie w życie ustawa 447 amerykańskiego senatu i z dnia na dzień staniemy się żebrakami we własnym kraju.
Przejdźmy lepiej do komplementowania krajowej korporacji prawniczej będącej nieprzejednaną opozycją rządu. Oto właśnie była prezes Sądu Najwyższego udzieliła audiencji w gabinecie, który powinna była dawno temu opuścić. Zaszczytu spotkania z nią dostąpił aktualny premier polskiego rządu. O celu wizyty na najwyższym szczeblu, opinii publicznej nie poinformowano, zostają nam zatem domysły. Czyżby chodziło jedynie o wymianę niezobowiązujących komplementów? A może chodziło o podziękowanie pięknej kobiecie za niebywałą dzielność? W końcu, to ona przecież broniła polskiej konstytucji przed niemieckim sądem i za niemieckie pieniądze!

Ocieplenie klimatu 37/2018 (378)

Globalne ocieplenie klimatu zdarza się co kilka tysięcy lat i jest to zjawisko naturalne, któremu zapobiec się nie da. Działalność człowieka zwiększa to ocieplenie i niebezpieczeństwo topnienia lodów Antarktydy o jakieś kilka, a może nawet kilkanaście promili. Te promile są bez znaczenia dla samego zjawiska. W zupełności jednak wystarczą jako propaganda, no może nie na skale globalną, bo Chińczycy i Amerykanie mają to w nosie, ale do postraszenia niemieckich wasali – jak najbardziej.
Tu mamy do czynienia z powtórką z rozrywki. Podobnie, jak kornika drukarza należało chronić ze wszystkich sił w Puszczy Białowieskiej, tak trzeba było bezwzględnie tępić w lasach niemieckich. Niemieckie elektrownie węglowe nie przyczyniają się do globalnego ocieplenia, ale polskie już tak i muszą płacić wysoki okup, co nie sprzyja ociepleniu klimatu politycznego między tymi krajami.
A jak wygląda ocieplenie klimatu w Polsce między rządem, a nierządem? Rząd z trudem usiłuje pakować złodziei do więzień. Nierząd odgraża się, że rządy przejmie siłą i powsadza do więzień tych, którzy ośmielili się podnosić rękę na złodziei.
Jedyne groźne ocieplenie, któremu podobnie, jak temu globalnemu, zaradzić się nie da, to centralne ogrzewanie w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zostało włączone już we wrześniu. Płacz i płać, a jeśli ci gorąco, to zafunduj sobie klimatyzację.

ACTA 2 36/2018 (377)

Odróżniajmy to co przez człowieka odkryte, od tego, co przez niego wymyślone. Praw przyrody zmienić się nie da, nawet najgorliwiej im zaprzeczając. Zmieniać, a zwłaszcza niszczyć to, co inni zrobili jest łatwo, jak dowodzą tego niezbicie unijni biurokraci. „Władcy świata” w postaci Sorosa i jemu podobnych, niechcący dopuścili do wolności w Internecie, którą teraz próbują okiełznać. Nie spodziewali się bowiem, że Węgrzy, Polacy i Amerykanie potraktują demokrację na serio i wybiorą po swojemu tych, którzy najlepiej dbają o dobro swych rodaków. Lewactwo zadufane we własną propagandę, samo w nią uwierzyło, zakładając, że jest w stanie wcisnąć ciemnemu ludowi dowolną bzdurę. Nie dopilnowało pełni indoktrynacji i ta niedoróbka może ich teraz kosztować nawet utratę władzy. Oby!
Komunizm bowiem, bez propagandy i cenzury nie przetrwa. Dlatego konieczne było wprowadzenie poprawności politycznej, która świetnie spełniała rolę cenzury, ale do czasu.
Postęp ma to do siebie, że nie przewiduje konsekwencji własnych wynalazków. Internet okazał się odporny na ten rodzaj cenzury i zaczął zagrażać monopolowi na lewacką ideologię, dlatego próbowano wprowadzić ACTA, co spotkało się z masowym sprzeciwem internautów. Odczekano parę lat i próbę ponowiono, tym razem skutecznie. Pomógł prawniczy bełkot, którego nikt, nie wyłączając samych prawników, nie rozumie. Pod pretekstem obrony praw autorskich, wprowadzono takie uregulowania prawne, które pozwolą zablokować każdą informację niepożądaną przez komunistów.

Starsi, mądrzejsi, bogatsi 35/2018 (376)

Układ, w którym jedna ze stron jest starsza, mądrzejsza i bogatsza, dyktuje jednoznacznie wzajemne zależności. Dawno temu odkryli to mężczyźni żeniący się z kobietami od siebie młodszymi, głupszymi i często biedniejszymi. W tradycyjnym związku małżeńskim, mąż uzurpował sobie tę uprzywilejowaną rolę. Jeśli zdarzyło się, że był młodszy, lub biedniejszy od żony, starał się ukryć ten „wstydliwy” fakt. W przypadku intelektualnej przewagi żony, próbowano tego faktu po prostu nie zauważać.
Te dobrze znane wszystkim zasady usiłuje się przedstawiać jako obowiązujące również w układzie międzynarodowym, uzasadniając np. dominację Niemiec nad Polską. Zapomina się przy tym, że polska demokracja jest o parę wieków starsza od niemieckiej. Mądrość niemiecką można oceniać na różne sposoby, ale stadne podążanie za Hitlerem, czy Merkel o mądrości narodowej Niemców świadczy nie najlepiej. Czy są od nas bogatsi? Oczywiście! To jak porównywanie rabusia z obrabowanym.

Chórzyści 34/2018 (375)

W tradycyjnym teatrze były trzy sposoby narracji: monolog, dialog i chór. Obecnie, nie licząc pewnej fundacji o mylącej nazwie „Otwarty Dialog”, ta forma komunikacji zanika. A tak na marginesie, podejrzewam że ten „Otwarty Dialog” tyle ma wspólnego z dialogiem i otwartością, co organ KPZR „Prawda” z prawdą. Nasi wschodni sąsiedzi „tak już mają”.
Współczesny teatr (a jest nim praktycznie każde wystąpienie telewizyjne) z dialogu całkowicie prawie zrezygnował, na rzecz chóru. Zaprasza się do studia parę osób i pozwala na „swobodną wymianę myśli”. Wolna amerykanka dyskusji polega na przekrzyczeniu pozostałych. Rację ma ten, kto potrafi najgłośniej i nieprzerwanie mówić cokolwiek. Pozostali nie dają oczywiście za wygraną i powstaje kakofonicznie zgodny, atonalny chór, w którym każdy śpiewa własną pieśń, nie przejmując się innymi, a najmniej ewentualnymi słuchaczami, bo ci na ogół szybko dają za wygraną i sięgają po pilota.
Zastanawiam się, skąd się wzięła ta chóralna nowomowa. Przypuszczam, że taki styl narzuciło młode pokolenie wychowane w kulcie asertywności. Dawniej bowiem młody, zwłaszcza inteligentny człowiek, spostrzegał dość wcześnie, że może czegoś nie wiedzieć i zbłaźnić się nieprzemyślaną wypowiedzią. Obecnie takich obaw nie ma. To co kiedyś postrzegane było jako chamstwo, czy głupota, jest nazywane nowocześnie asertywnością i jak najbardziej pożądane. Kiedy doda się do tego jeszcze poprawność polityczną zabraniającą nazywać rzeczy po imieniu, powstaje mieszanina piorunująca w postaci powszechnego, fermentującego bełkotu.
Wszyscy mówią, nikt nie słucha i może o to właśnie chodzi?